DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris & Arctika

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 6, Rozdział 28.

CZĘŚĆ SZÓSTA: PAN PIERWSZY RAZ WALCZY DO ŚMIERCI!

Rozdział 28

Tłumaczenie: Sauron Team


Ciało Pan upadło na ziemię. Zwycięzca stał na arenie, rozkoszując się przez chwilę śmiercią dziewczyny. W tym samym momencie komentator powiedział do mikrofonu.

— Zgon Pan gwarantuje wygraną zawodnika ze świata 6!

Jego słowa cechowała pewna oschłość, nawet śmierć dziecka nie miała wpływu na ton ogłoszeń. Można się było tego spodziewać po turnieju, gdzie zabójstwa są na porządku dziennym. Jednak wieść, że ożywią ją po zakończeniu, nie przynosiła ulgi.

— Pan! - krzyczała jej matka, mając łzy w oczach i lecąc w kierunku swojego dziecka z wyciągniętymi dłońmi, żeby złapać zimne ciało.

Nagle Gohan pojawił się przed swoją żoną. Tak szybko znalazł się przy Pan, z odpowiednio ułożonymi rękami, jakby się teleportował. Skłonił głowę i powoli obniżał się, aż dotknął gruntu. Potem poszedł za Videl, strapiony z bólu. Złowieszczy uśmieszek dało się zauważyć na twarzy dobrze umięśnionego, twardego mężczyzny o zielonej skórze.

— To wszystko? Szkoda, że musiałem użyć prawdziwej siły już w pierwszej rundzie. No nieważne, moim następnym rywalem jest ten Cell - pomyślał, zerkając na osobnika z sekcji 17.

Tymczasem Vegetto oraz Goku spotkali się na terenie przeznaczonym dla 16 świata. Obie Videl, z 16 i 18, były przygnębione. Upadły na kolana, płakały rzewnie, gdy łotr skręcił kark ukochanej córki. Natomiast ich mężowie zaciskali pięści oraz zagryzali zęby. W chwili kiedy pirat rzucił ciałem Pan, Gohan z 16 uniwersum ruszył, żeby ją złapać. Oczywiście był znacznie szybszy od żony. Teraz pojawiła się zasadnicza różnica między tymi dwoma wymiarami. W sekcji 18 Videl prędko objęła swoją córkę, żeby znaleźć pocieszenie. Pan właśnie straciła przyjaciółkę. Całe zdarzenie było wyjątkowo smutne, ponieważ patrzyła na swoją śmierć. Dziewczynka stała we łzach, trzęsła się, chociaż obecność ojca dodawała jej otuchy. Gohan patrzył na swojego odpowiednika z sektora 16. Tamten właśnie stracił dziecko, jedyną pociechą dla niego była nadzieja, że Varga ją ożywią po zakończeniu turnieju. Ale, czy zachowa swój gniew? Mężczyzna z 18 świata cechował się spokojem, ale wewnątrz gotował się ze złości. Ta Pan naprawdę bardzo przypominała jego córkę. Jeśli on jest bliski przekroczenia granicy, to co dzieje się z jego odpowiednikiem?

Kilka rozmów pojawiło się, w trakcie jak Gohan wracał do swojego sektora, niosąc dziewczynę w dłoniach. Jedna z dyskusji, słyszana wśród publiczności, dotyczyła okrutnego Bojacka, tożsamości drugiej ofiary turnieju, a nawet faktu, że nie istnieje ograniczenie wiekowe.

W świecie 13, rejonie Super Saiyan, rozbawiony Kakarotto powiedział bardziej do siebie niż do swoich towarzyszy – Głupcy, oto co dostali za dopuszczenie tego szczeniaka do turnieju.

— Będą gorzko żałowali - odezwał się stojący za nim Raditz - Za kilka chwil wszyscy zostaną wyeliminowani.

— Jak to? - Zdziwił się Nappa, zbliżając się do przedmówcy.

— Ponieważ walka pomiędzy meczami jest zabroniona, a w ich grupie nie ma nerwowego Vegety, który powstrzymałby pozostałych przed zrobieniem czegoś głupiego.

— Ejże! - Kakarotto zaprotestował, zawstydzony faktem, że jego zachowanie zmieniło się pod wpływem Ataku Feromonów- Ja byłem...

Ledwo zaczął zdanie, gdy jakaś potężna siła nagle pojawiła się w świecie 16 i przerwała jego wypowiedź. Chociaż krew Gohana gotowała się, na jego twarzy widniało jedynie zniesmaczenie. To nie od niego emanowała tak potężna energia.

— Zginiesz Bojack! - krzyknęła Bra, bezzwłocznie zmieniając się w Super Saiyankę, podobnie jak Pan przed kilkoma minutami.

Wiele osób zadziwiła ta nagła transformacja. W przestrzeni sektora 17 Cell, wcześniej zaskoczony przez zmarłą już wojowniczkę, raz jeszcze oniemiał. W dodatku ta druga dziewczyna nie wydawała się słabsza.

W świecie 18 wszyscy stali oniemiali. Pierwszą osobą oszołomioną przez tę demonstrację siły była jej odpowiedniczka. Vegeta popatrzył na nią przez chwilę i zrozumiał, że cały czas ukrywała tę moc. Nie przyznał tego, ale był zadowolony, że jego córka posiada zdolność przemiany w Super Saiyankę. Pan również była zdumiona. Najpierw jej rówieśniczka, a teraz Bra. To wcale nie pomagało w odzyskaniu wiary w swoją siłę. Cóż mogła zrobić?

Obok zdziwionego, ale i uśmiechniętego Goku stał osłupiony Uub. Bra jako Super Saiyanka, nastolatka spędzająca wolny czas na treningach. Co za klasa! Co za siła! Co za postawa! Podczas gdy młodzieniec wpatrywał się w nią od stop do głów, Bra wydała się być cała przepełniona gniewem oraz gotowa do lotu.

— Nie! Nie poza turniejem! - krzyknął Piccolo, wyciągając rękę w stronę znajomej, jednak stał za daleko, żeby jej dosięgnąć. W rzeczy samej, Bra już szykowała się do ataku na Bojacka, właśnie wchodzącego do odpowiedniej sekcji. Nagle zatrzymał ją ojciec. Vegetto stanowczo złapał córkę za ramiona.

— Piccolo ma rację. Odesłaliby nas do naszego świata, a Pan nie odzyskałaby życia na końcu turnieju.

Bra dalej krzyczała w gniewie. Następnie odwróciła się, żeby spojrzeć na ojca. Zauważył, że jego dziecko straciło panowanie nad sobą. Byłoby bardzo źle, jeśli wpadłaby teraz w szał, więc Vegetto zaczął ją uspokajać.

— Spójrz, Twój brat, pomimo swojego legendarnego gniewu wycofał się teraz. Więc nie daj się ponieść zwykłemu napadowi złości.

To prawda, dorosły Gohan zawsze był spokojny i radosny, jednak nie raz wybuchał potężnym, sprawiedliwym gniewem. Niektórzy twierdzili, że jest to źródło jego energii. W kilku wszechświatach niejeden Cell mógłby to potwierdzić, tak samo Bojack! Podobnie jak syn Goku, Bra często pokazywała swój porywczy temperament, a to oznaczało, że Vegetto musiał ją od tego odwieść. Uub usłyszał te słowa i wzdrygnął się. Bra z jego świata była kapryśną dziewczyną i daleko jej było do prostoty. Jednak nigdy nie zdenerwowała się tak ogromnie. W momencie, kiedy Vegetto skończył rozmawiać z córką, Gohan był już przy murku oddzielającym sektory poszczególnych światów. Zamiast go przeskoczyć, przeszedł przez niego, jak gdyby nigdy nic, zupełnie jakby ta ściana w ogóle nie istniała. Ogrodzenie eksplodowało pod wpływem ogromnej mocy, jednak nikt nie dostrzegł aury.

— Trzymaj, Gohan - powiedział opanowany jak zwykle Piccolo, wyczarowując w dłoniach pusty przedmiot, mniej więcej wielkości Pan.

— Dziękuję, Piccolo - odrzekł jego były uczeń, wkładając swoją córkę do pojemnika.

Stojącego przed kapsułą mężczyznę nagle zaskoczyła Bra.

— Bracie! Bojack za to zapłaci! Zabiję drania!

— Bra! Nie waż się do niego zbliżać! Walczył zgodnie z zasadami, nie mamy prawa go atakować.

— I co? Tak po prostu mu odpuścisz? Nie chcesz się zemścić za swoją córkę?! - kontynuowała wściekła dziewczyna.

Całe ciało Gohana drżało, a siostra wcale nie pomagała się mu uspokoić. Zdjął swoje okulary i spojrzał na żonę, zawsze starającą się go wspierać. Podał jej okulary, obrócił się i zacisnął pięści. Jego złość zmieniła się w potężną energię, która otoczyła go w postaci białej poświaty.

Wcześniejszy nagły wzrost mocy Bry zaskoczył wszystkich, jednak teraz to on był w centrum uwagi. Bojack, uczestnicy oraz widzowie ze wszystkich światów spoglądali w jego kierunku. Tak potężna moc była czymś niesamowitym. Helioci ze świata 19 byli w dużym szoku, nie znali siły saiyańskich wojowników. Jeden z uczestników tego wszechświata próbował zmierzyć energię Gohana, aktualnie rozproszoną po całej arenie.

— Czy ta asteroida przypadkiem nie drży? - zapytał jeden z nich.

— Mój czujnik wykrywa ogromny przepływ energii! - odpowiedział mu przyjaciel, z niedowierzaniem spoglądający na wyniki pomiaru.

We Wszechświecie 4 Buu skrzyżował ramiona, a na jego ustach pojawił się uśmiech - Och, widzę, że wcale nie stracił siły. Zapowiada się interesująco!

Cell znajdujący się w świecie 17 był nieco bardziej zdziwiony. Aktualna moc syna Goku przerosła jego najśmielsze oczekiwania. Ostatni razem był tak zaskoczony siłą chłopaka, gdy chciał popełnić samobójstwo. Jednak poziom reprezentowany teraz przez pół-saiyanina był zupełnie inny, o wiele większy. Nameczanin ze świata 7 do tej pory nie zwracał zbytniej uwagi na wszechświat 18, jednak teraz szeroko otworzył oczy, zaintrygowany mocą.

— Bra! - krzyknął Gohan, stając na wprost młodej wojowniczki - Uderz mnie, jeżeli ma to pomóc opanować Twój gniew. Ale nie waż się robić niczego, co naraziłoby nas na dyskwalifikację, a co za tym idzie, pozbawienie nas możliwości wskrzeszenia Pan na końcu turnieju! - wykrzyknął, a jego moc drastycznie wzrosła. Spowodowało to wstrząśnięcie całą asteroidą. Niewielkie jej odłamki zaczęły unosić się wokół rozmówców. Nawet córka Vegetto lekko dygotała, patrząc na twarz swojego brata. Zaczęła w końcu rozumieć jego zamiary. Kochała go oraz Pan. W końcu to była jej bratanica. Chciała się zemścić, ale w tym momencie nie mogła zrobić niczego, co przyniosłoby korzystny efekt. Musiała powstrzymać gniew.

— Dobrze... - mruknęła i skłoniła głowę ku ziemi.

Wściekła i potężna aura Gohana utrzymywała się jeszcze przez trzy długie minuty. Vegetto zdawał sobie sprawę, że jego syn tak łatwo nie odpuści, ale równocześnie nie pozwoli sobie na zaprzepaszczenie szansy na wskrzeszenie Pan. Jednak na wszelki wypadek wolał kontrolować całą sytuację. Napięcie zaczęło stopniowo opadać. W sektorze 18 mała wojowniczka również obserwowała swojego ojca ze świata 16. Była przerażona, nigdy wcześniej nie widziała u swojego taty takiego wyrazu twarzy, była ona zawsze bardziej...

Jej duch walki całkowicie znikł. Cała radość z uczestnictwa w tym turnieju gdzieś się ulotniła. Jak miała walczyć? W końcu nie była nieśmiertelna. Może obecność jej taty, dziadka, Vegety, Uuba, Trunksa i Gotena (ponieważ poprzez taniec fuzyjny stawali się o wiele silniejszym Gotenksem) sprawiała, że czuła się tak pewnie aż do teraz? Wierzyła, że nic poważnego się jej nie stanie. Miała nadzieję, że w razie nieciekawej sytuacji ktoś jej pomoże, tak samo jak było w przypadku Kat, gdy Vegeta powstrzymał Kakarotto. Ale ona również mogła zginąć.

— Tato, ja chyba zrezygnuję - rzuciła cicho - Nie chcę umrzeć.

Dziewczyna nie patrzyła na rozpacz matki, zamiast tego postanowiła przyglądać się ojcu. Videl wciąż jeszcze była zaszokowana śmiercią drugiej Pan.

— Co więcej, tamta Pan była o wiele silniejsza ode mnie. Daleko mi do takiego poziomu - kontynuowała dalej wojowniczka ze świata 18.

Son Gohan uszanował decyzję swojej córki. W głębi duszy wiedział, że ma rację. Część niego chciała, żeby rzeczywiście się poddała i była bezpieczna. Ale w głębi duszy trzeba było ją zachęcić, umocnić w przekonaniu, że może dać radę.

— Możesz być tak silna, jak tylko chcesz. Jesteście przecież identyczne. Niedługo będziesz w stanie się przemienić.

Bra z 18 wykorzystała sytuację, żeby się wtrącić i zmienić temat. Rozmowa cały czas o śmierci Pan nie należała do najzdrowszych.

— Och, no wiesz, tamta Bra nie jest wcale podobna do mnie. Mamy innych ojców, więc ja nigdy nie będę Super Saiyanką.

— Mogłabyś gdybyś tylko trochę potrenowała - rzucił kąśliwie Vegeta, próbując po raz kolejny zmusić córkę do treningu.

— Chyba Cię pogrzało - odparła oburzona - Widziałeś jej fryzurę? A te wszystkie niepotrzebne muskuły, zero oleju w głowie, totalna troglodytka, jak Ty i Goku.

— Że co?! - zdenerwował się książę Saiyan. Czy jego córka naprawdę uważała go za bezmyślnego idiotę przez cały ten czas?

Samego Goku cała ta sytuacja bawiła, on raczej nie próbował nikogo wyprowadzać z błędu co do przekonań. Dawno już nauczył się ignorować tego typu komentarze. Son Gohan pokręcił głową i dalej próbował przekonać swoją córkę.

— Możesz się poddać w każdej chwili. Jeśli jakiś przeciwnik spróbuje zaatakować, gdy walka będzie już skończona to tata Cię obroni. Jestem znacznie szybszy niż Vegeta, jeśli trzeba - Uśmiechnął się łagodnie, po czym dodał - Wiem, że nie można tego ignorować, ale śmierć, zwłaszcza tu, nie potrwa zbyt długo. To brzmi dziwnie, wiem, ale myśl o tym w ten sposób.

Tymczasem w sektorze świata 11 Babidi powoli zaczynał się niecierpliwić. Po tym, jak Dabura przegrał, pozostał mu Buu. Czekanie na drugą rundę trwało za długo, organizatorzy ociągali się z naprawą ringu, do tego imbecyle z 16 rozpaczali nad śmiercią jakiegoś szczyla.

— Co za zgraja płaczliwych mięczaków - wypalił, jakby za pomocą narzekań miał zabić czas - Mój Dabura jest martwy, a jakoś nie narzekam.

— Nie jestem... Jeszcze... Martwy - jak na zawołanie pod stopami czarodzieja demon otworzył powoli oczy. Zaczął ciężko oddychać.

— Jak nie żyje, to mogę go zjeść? - zapytał wiecznie uśmiechnięty Buu, który zareagował na słowa swego pana.

— No przecież mówię... Nie jestem jeszcze martwy... Argh! - wysapał słabo Dabura. Jego jęki jakby były ignorowane.

Gdy Pan Świata Ciemności stracił przytomność, ring został w końcu naprawiony i scalony w jedno. Później komentator zapowiedział kolejny pojedynek.

— Teraz walkę stoczy Tapion oraz Karakoru!

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu