DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris & Arctika

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 5, Rozdział 23.

CZĘŚĆ PIĄTA: WALKA DWÓCH GIGANTÓW!

Rozdział 23

Tłumaczenie: Sauron Team


Udany atak Dabury zaskoczył wielu, a w szczególności widzów ze światów 16 i 18. Cell, który dominował od samego początku w tej walce, teraz nie był dostatecznie szybki, żeby uniknąć ataku ki króla demonów. Arena została przecięta na pół, a jej oderwane fragmenty fruwały dookoła, wśród wielkiej chmury szarawego dymu przesłaniającej widok. Dabura, unoszący się nad ziemią, pozostawał ledwo widoczny, a Cell jakby zniknął. Nawet komentatorzy mieli problemy z odnalezieniem go w gęstym pyle.

— Ten Cell nie jest chyba tak silny, jak myśleliśmy - zastanawiał się Gohan z 18.

— Brak mu szybkości Super Saiyanina 2 - odparł jego ojciec.

— Nie wydaje mi się, żeby taki atak go załatwił, chociaż... - dywagował Piccolo, marszcząc brwi.

Chmura powoli zaczęła się przerzedzać i Cell się pojawił. Stał spokojnie, trzymając się rękoma za plecy. Dabura skrzywił się. Użył potężnego ataku, a mimo to przeciwnik stał niewzruszony.

— Czy on uniknął pocisku, a potem wrócił na miejsce uderzenia, żebyśmy myśleli, że się w ogóle nie poruszył?

— Interesujące - rzekł stwór, spoglądając na swoje ręce. Po chwili odwrócił się szybko i poleciał do demona - Czas walczyć na poważnie!

Zszokowany szybkością rywala, Dabura nie zdążył zablokować nadchodzącego ciosu kolanem w brzuch. Na jego twarzy pojawił się grymas bólu oraz kaszlnął krwią. Szybko otrząsnął się i samemu zaatakował. Dzięki precyzyjnym ruchom był w stanie kopnąć Cella w tylną część głowy, aż temu zadzwoniło w uszach. Ta chwila oszołomienia dała demonicznemu wojownikowi czas na kontrę: cios pięścią w podbrzusze, poprawienie podbródkowym, kolanem jeszcze raz w brzuch, kończąc na ataku skierowanym prosto w twarz. Twór doktora zdążył zasłonić się przedramieniem tylko przed tym ostatnim ruchem. Uśmiechnął się, od razu chwytając atakującego za ramię i kopnął, posyłając w dół. Dabura wydawał się być nieprzytomny, opadał bezwiednie. Cell dopadł go ponownie. Demon otworzył oczy i wystrzelił kulę energii. Nie podziałała, zielony stwór zablokował ją na swoim ramieniu. Ten moment nieuwagi pozwolił chwycić Cella za jego rogi i przeskoczyć za niego. Gdy rozwiał się dym, Dabura wyciągnął ręce do przodu i krzyknął. Android nie zdążył nawet dokończyć słowa, ponieważ został trafiony falą w plecy. Nastąpiła głośna, jasna eksplozja. Po raz kolejny Cell znalazł się w chmurze dymu. Dabura zaśmiewał się głośno, podobnie jak Babidi w sektorze świata 11. To był koniec. A przynajmniej tak się wydawało. Król demonów ucichł zdumiony. Przeciwnik wisiał przed nim, niewzruszony, z lekko poparzonymi skrzydłami i rękoma zaplecionymi z tyłu.

— Wydawało Ci się, że wygrałeś? - chociaż nie stał twarzą do rozmówcy, było wiadomo, że się uśmiecha.

— Ale ma refleks! Jesteś silny! - przyznał Dabura.

— Ty także - odparł Cell - Prawdopodobnie jesteś najsilniejszą istotą, z jaką przyszło mi się spotkać.

— No pewnie, że jestem najsilniejszy! Jam jest Pan Mrocznego Królestwa Demonów!

— Wygląda na to, że moje przypuszczenia, co do jego siły, potwierdziły się - powiedział Gohan.

— Nic się nie zmieniło? - zapytał Goku.

— Nie. Ma taką samą moc, jaką miał na początku gry Cella.

Chociaż w świecie 16 rozmowa stawała się coraz bardziej zażarta, Vegetto udzielił odpowiedzi.

— Wszyscy wiemy, że to niemożliwe. Nie ma szans, żeby jego siła tak bardzo wzrosła, w ciągu tych dwudziestu siedmiu lat.

— Ich poziomy są bardzo wyrównane - analizował Gohan.

— Dla Dabury to normalne - wtrącił Piccolo – Nie wydaje się być tego samego pokroju co Frizer i jego rodzina.

Demon wziął głęboki wdech. W jego płucach tlen zaczął reagować z innymi substancjami chemicznymi. Gdy poczuł, że jest już gotowy, otworzył usta i gwałtownie wypuścił ich zawartość. Potężny strzał, składający się z żółtych i pomarańczowych płomieni, wystrzelił niczym gejzer w kierunku zielonego stwora. Atak uderzył w wroga, jednak rozmieścił on tak swoją energię, że był w stanie wytworzyć tarczę nie do przebicia. To nie był koniec natarcia. Niewolnik Babidiego podniósł poziom energii, a procesy chemiczne w jego płucach znacznie przyśpieszyły i całe ciało się nagrzało. Publiczność mogła zobaczyć fale powietrza, unoszące się wokół niego, tworząc pot obficie spływał po czerwonej skórze. Wraz ze zwiększeniem mocy zmianie uległ również kolor płomieni. Z żółtego stały się w czerwone, a następnie niebieskie. Obszar działania techniki również się zwiększył. Jednak po kilku sekundach Dabura stracił wiele energii, a tarcza Cella nadal efektywnie spełniała swoją rolę. Co gorsza, stawała się coraz większa. Na powłoce kuli zaczęła migać błyskawica, a jej średnica wynosiła już ponad metr. W szybkim tempie uderzyła Daburę, nieustannie atakującego podmuchem.

Demon skumulował swoją siłę, splótł ręce oraz nabrał prędkości i wymierzył cios w osłonę. Pod wpływem uderzenia tarcza się zdeformowała, stała się elastyczna i giętka... Jednak tylko do pewnego stopnia. Pękła niczym bańka mydlana, wydając przy tym odgłos trzasku. Wyglądało to bardzo śmiesznie, ponieważ publiczność spodziewała się ogromnego wybuchu. Cell nawet nie drgnął. Uśmiechał się szyderczo i patrzył na swojego przeciwnika, który z trudem odzyskiwał oddech, chociaż nie dał tego po sobie pokazać. Owoc geniuszu doktora Gero skierował palce w stronę demona.

— Co za strata energii... Spróbuj uniknąć tego! - krzyknął z sadystyczną drwiną i pewnością siebie w głosie.

Z jego palców wystrzeliło wiele laserów: jasnofioletowych, wąskich, bardzo szybkich wystrzałów, mknących prosto na przeciwnika. Udało mu się ich uniknąć, ale nie bez trudności. Wiele osób podpatrzyło techniki zawodników z sekcji 16, 18, Frizera oraz jego rodziny. Najmłodszy demon mrozu był najbardziej zaskoczony.

— Ale... - Wyszeptał, tracąc przy tym rezon – To mój wymysł!

Cell posiadał komórki kilku najpotężniejszych istot we wszechświecie. Oprócz cech Goku, Vegety i Piccolo, dzięki małym robotom zaabsorbował również komórki Frizera. W wyniku tego był w stanie używać różnych stylów, nie tylko własnego. W dodatku były one o wiele silniejsze. Frizer to wyczuł. Jasne promienie wydawały się bardziej brutalne oraz gwałtowniejsze, niż jego własne.

— Ten Cell... Czy to możliwe, że jest potężniejszy ode mnie? - pytał sam siebie. Odwrócił głowę lekko w prawo i spojrzał na starszego brata... Został pokonany przez młodego człowieka... I to po raz kolejny. Frizer zastanawiał się, czy wygranie turnieju jest naprawdę możliwe...

Dabura po uniknięciu pięćdziesięciu promieni laserowych zwrócił uwagę na jeden, który przemknął obok jego klatki piersiowej o zaledwie kilka milimetrów.

— Uch... te wcześniejsze wiązki były szybkie... a ta zdecydowanie je przegoniła!

Cell znowu się uśmiechnął. Bawiło go nękanie przeciwnika.

— Banalna walka - w mniej niż pół sekundy położył dłonie na skroni i rozchylił palce. Krzyknął nazwę skutecznej techniki, która wiele razy uratowała życie Goku i jego przyjaciół. Był to znak rozpoznawczy pewnego człowieka, też okradzionego z komórek.

— Taiyoken!

Potężne światło rozprzestrzeniło się na całą arenę. Wszystkie osoby w zasięgu rażenia zostały oślepione. To samo stało się w sektorze 18. Goku, jego synowie i Uub zasłonili oczy rękami, ale Pan straciła wzrok i na kilka długich sekund widziała tylko ciemność. Vegeta nie zasłonił oczu rękami, tylko leniwie je przymknął, tak jak Piccolo... Albo i nie. Zaczął analizować przebieg walki z Frizerem. Przypomniał sobie, że jego też spotkał atak gwałtownych laserów. Nostalgia minionych czasów, kiedy był trzeci we wszechświecie (Szlag! Teraz jest zdecydowanie silniejszy... Jako piąty) sprawiła, że na ułamek sekundy musiał przymknąć oko, w celu uniknięcia oślepiającego błysku. Zażenowany, prawie zawstydzony, skłonił lekko głowę, mając nadzieję, że nikt nie zauważy jego tymczasowej ślepoty.

Dabura był szybki. Przygotowany, zauważył nową pozycję wroga. Korzystając z własnej szybkości udało mu się uniknąć śmierci i znaleźć się za przeciwnikiem. Tamten widział jego ruchy, ale nie miał czasu, aby zareagować. A może wcale nie chciał? Wykorzystując czarną magię, Dabura wyczarował miecz. Czystym, precyzyjnym i mocnym ruchem przeciął Cella niemal na wysokości pasa.

Jego ramię i skrzydło opadło na arenę, a trzy czwarte jego brzucha zostało oddzielone od dolnych kończyn. Efekt bardzo zdziwił zranionego mężczyznę, wcale się tego nie spodziewał. Była to pierwsza, tak dotkliwa rana w tym starciu. Demon zaskoczony faktem, że jego atak był skuteczny, postanowił wykorzystać szansę i zakończyć walkę wraz z okrzykiem – Giń!

Jednak nie ruszył się nawet o milimetr. Napotkał na drodze niewidzialną ścianę. Jego miecz nie przesunął się wcale. Cell trzymał go w lewej ręce i skutecznie blokował wszystkie ruchy.

— Jesteś w stanie atakować tylko od tyłu? - zapytał.

— Co...?

Android powoli zbliżył miecz do jego ciała. Potem zwrócił się do rywala, nie oddalając od siebie ostrza. Warknął ze zwycięskim uśmiechem na twarzy.

— Nie możesz mnie zabić takim słabym ciosem! - złamał miecz, który obrócił się w pył. Dabura uśmiechnął się.

— Uchh! Z ciałem przeciętym na pół... I tylko jednym ramieniem, uff, już przegrałeś!

Cell ponownie się uśmiechnął. Dabura naprawdę w to uwierzył... Ogromnie nie docenił swojego przeciwnika. Zielony stwór skoncentrował się i z głośnym krzykiem zaczął się regenerować. Odrosło jego ramię oraz skrzydło, a brzuch zrósł się z nogami (jakby za sprawą magii).

— Coś mówiłeś? - spytał rozbawiony android, przyzwyczajając się do nowej kończyny.

— Ale... Jakim cudem? - wykrztusił demon, sparaliżowany strachem - Powinieneś być poważnie ranny!

Dabura wiedział, że niektóre stworzenia potrafią odnowić swoje ciało. Nie zaskoczyło go, że Nameczanin zna tę umiejętność, ale wyczuł też potężną stratę energii. Ten osobnik, nieznanego pochodzenia, odradzał się bez zmęczenia, było to jednocześnie imponujące i potworne! Przecież tylko jedna osoba mogła tego dokonać... Tylko Majin Buu! W sektorze 11 różowy demon stał bez ruchu. Ciekawskim okiem oglądał walkę, trzymając dłoń na okrągłym podbródku. Tymczasem, stojący za nim Babidi złościł się coraz bardziej.

— Idiota! Dostanie za swoje, jak tak dalej pójdzie!

Dwaj zawodnicy, stojąc kilka metrów od siebie, kontynuowali starcie. Nagle Cell przyłożył dwa palce do czoła i przygotowywał atak, skradziony wraz z komórkami pewnego zielonoskórego wojownika.

— Obroń się przed tym! Makankosappo!

Wystrzelił pocisk, tak bardzo charakterystyczny dla Piccolo. Była to kula energii, za którą podążała wiązka otoczona fioletową spiralą. Całość mknęła w stronę przeciwnika, zbyt zmęczonego, żeby zrobić unik. Oberwał w klatkę piersiową i wytrzymał tylko na ułamek sekundy, zanim promień przebił go na wylot. Mężczyzna zaczął kaszleć krwią.

Dwie sylwetki z sekcji 13, świetnie bawiące się od początku turnieju, komentowały toczące się starcie. Ostatni atak też nie odebrał im mowy.

— Echh... Trafiony taką dziecinną techniką - westchnął cicho Raditz.

— Specjalnie przyjął cios na siebie? - zakpił jego brat, Kakarotto.

Nie mieli pojęcia, że w połowie światów obecnych na mistrzostwach, Raditz został trafiony dwukrotnie tym atakiem. Za jednym razem Goku, czyli Kakarotto, musiał poświęcić się. Gdyby tylko wiedzieli... Pękłaby im żyłka w mózgu!

Wracając na arenę, umierający Dabura nie zamierzał się poddać. Miał ostatniego asa w rękawie! Użyłby go wcześniej, gdyby przewidział taki rozwój akcji!

— Skończę z Tobą! - wrzasnął do swojego rywala. Tracił oddech, ponieważ wykrwawiał się. Jedno oko było zamknięte, a w dodatku trzymał się na skraju przytomności...

Splunął z wysiłkiem. Tym razem nie krwią, a białą, kleistą substancją zmieszaną ze śliną. Cell się tego nie spodziewał, więc nie uciekł w porę. Plwocina wylądowała na jego lewym udzie i natychmiast stwardniała. Z każdą chwilą nabierała rozpędu, zmieniając ciało w kamień w zastraszającym tempie.

— Ty cholerny draniu! Co zrobiłeś z moim idealnym ciałem?!

W tej chwili lewa noga całkowicie skamieniała, a i prawej niewiele brakowało... Zaklęta wydzielina ogarniała powoli brzuch i klatkę piersiową.

— Już po Tobie, insekcie! - zawołał Dabura - To ja zwyciężyłem!

Wydawało się, że Cell wpadł w pułapkę, ponieważ jego tors skamieniał. Król demonów czuł już wygraną...

— Naprawdę w to wierzysz? - potwór zaczął szczerzyć się i przestał rzucać się, niczym biedne zwierzę zapędzone w kozi róg.

Jego przeciwnik momentalnie stracił wiarę w zwycięstwo, słysząc kpinę. Natomiast android złapał się za głowę i... oderwał ją! Krew spryskała szary posąg, stworzony przez jego ciało upadające na ring. Ramiona zdążyły już przeobrazić się w skały, natomiast głowa leciała wolniej. Po upadku kamień roztrzaskał się na tysiąc małych kawałków.

— Zabił się? - Ciekawił się Dabura, spoglądając na miejsce walki.

Przynajmniej miał taką nadzieję, ponieważ słabł z każdą minutą. Nie potrafił dłużej utrzymać się w powietrzu, musiał wylądować na ziemi. Będąc na twardym gruncie, głowa Cella zaczęła mówiąc, ciągle szczerząc się złowieszczo.

— Samobójstwo? To dla mnie drobnostka!

Koncentrując swoją energię, natychmiast odrodził się. Od stóp, aż do czubka głowy. Wyraz twarzy sługi Babidiego dowodził, że nie wytrzyma dłużej. Wyszeptał ostatnie słowo, zanim upadł na twarz, obok fragmentów swojego rywala.

Wstając, Cell pogratulował mu dobrej taktyki.

— Ślina petryfikująca ofiary... Całkiem nieźle, dobra próba.

— Pokonał go - Gohan ze świata 16 zwrócił się do Piccolo - Naprawdę był silniejszy niż Dabura.

— Regeneracja bardzo mu pomogła - dodał Nameczanin, żeby odbić piłeczkę na stronę dawnego ucznia - Ciągle jest słabszy niż po powrocie, po poświęceniu Twojego ojca.

Cell posiadał komórki Piccola, więc jego słuch był znacznie bardziej wyczulony. Słyszał całą rozmowę, bardzo zainteresowany co o nim mówią.

— Słabszy, co? - pomyślał, uśmiechając się nieznacznie - Więc doskonale maskowałem się, zostając na poziomie z początku moich rozgrywek.

— Minęło trzydzieści sekund - oznajmił komentator - Wygrał zawodnik z sektora 17!

— Będą ogromnie zaskoczeni, walcząc ze mną - Cell dalej prowadził rozważania w myślach, wracając do swojego uniwersum. Cell Junior czekał, żeby pogratulować swojemu tacie - Z drugiej strony, zastanawiam się jak zdołali mnie pokonać w innych światach, jeśli wykonałem nieudaną detonację. Na pewno byłem potężniejszy niż Gohan...

Po powrocie do odpowiedniego obszaru, znajdując się przed swoją miniaturą, istota stworzona przez doktora Gero wróciła wspomnieniami wstecz... Dwadzieścia siedem lat temu...

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu