DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 1, Rozdział 2.

Część pierwsza: Całkiem dziwny turniej!

Rozdział 2

Tłumaczenie: Senti


Codzienny trening o świcie w domu państwa Brief, był niemalże rutyną dla Vegety, który zaczynał już swoje ćwiczenia długo przed pierwszymi promieniami słońca. Dawniej, robił to w specjalnej maszynie stworzonej przez jego teścia, która wytwarzała sztuczną grawitację kilkukrotnie większą od ziemskiej…

Po kilku starciach z Goku, Vegeta zapytał dr Briefa, czy ten nie zbudowałby mu czegoś nowego. Miejsca, gdzie grawitacja byłaby jeszcze większa, a jego Ki zostałaby całkowicie wyciszona. Pragnął trenować w absolutnej samotności, tak by nikt, w szczególności Goku, nie mógł wyczuć poziomu jego mocy...

Po upływie wielu miesięcy ciężkiej pracy, dr. Brief nareszcie ukończył swój projekt. W podziemiach Capsule Corpation wybudował specjalne pomieszczenie, odpowiednio przystosowane dla naszego Saiyanina. Wszystkie założenia zostały spełnione, prócz technologii ukrywania Ki, której nie udało się opracować…

Vegeta udał się więc do Pałacu Wszechmogącego, prosząc o Smocze Kule, by te stworzyły mu technologię, której dr Brief nie podołał. Piccolo i Dende stanowczo odmówili, twierdząc, że pożądane życzenie jest poza możliwościami Shenrona. Na szczęście, młody Wszechmogący zaoferował mu trening w Sali Ducha i Czasu, w której teraz można trenować bez obawy o czasowe limity.

Od tamtej pory, Vegeta trenował zarówno w Sali Ducha i Czasu, jak i podziemiach Capsule Corporation. Dziś, wbrew własnej woli, nie mógł udać się do Pałacu. Jego żona i córka planowały wypad na zakupy, na które on także musiał się udać...

Zlany potem, stanął oko w oko z Bulmą, trzymającą ręce na biodrach…

— Vegeta… spóźniłeś się! – krzyknęła mu prosto w twarz.

— Pozwól mi chociaż odwalić poranny trening!

— Przecież ci mówiliśmy, że wychodzimy o ósmej! - nacierała rozwścieczona Bulma.

— Ale nie ma jeszcze ósmej! - odparł Książę Saiyan.

Bulma nie ustąpiła. - Masz dziesięć minut. - Stwierdziła. - Bądź tak miły i weź prysznic, oraz załóż jakieś przyzwoite ciuchy…

Vegeta uśmiechnął się i skierował w stronę łazienki.

— Co za wrzód na tyłku… - pomyślała Bulma, kiedy mąż ją minął. Na jej twarzy także widniał uśmiech, a głowę przeszyła złośliwa myśl. - Hmm… będę musiała mu dziś kupić jakieś seksowne jeansy…

Po dwudziestu minutach, Vegeta, ubrany w jeansy i skórzaną kurtkę zarzuconą na koszulę, opuścił Capsule Corp. Swój gustowny strój zawdzięczał żonie, oraz córce, które były pierwsze jeśli chodziło o jakiekolwiek nowości ze świata mody.

Nie mówiąc ani słowa, Bulma chwyciła męża pod ramie. Ten zarumienił się lekko, co graniczyło z poczuciem zażenowania. Trójka zaczęła już opuszczać rodzinny dom, kiedy Vegeta zatrzymał się gwałtownie. Miał dziwne przeczucie, że ktoś go obserwuje… gdy nagle, baniasty robot o krótkich nogach błysnął na niebie i runął dwa kroki od niego. Choć w pierwszej chwili pomyślał, że to kolejna z maszyn jego żony, to z czasem musiał przyznać, że wygląd i konstrukcja robota całkowicie to wyklucza.

Po przekazaniu transmisji z hologramami, maszyna znowu pofrunęła, tym razem w stronę pałacu.

Vegeta wydawał się bardzo podekscytowany. - Żegnajcie zakupy! - zawołał.

Choć jego mina była całkowicie poważna, to doskonale zdawał sobie sprawę, że to nie mogło podziałać na żonę i córkę.

— Wybaczcie, ale to wygląda na coś bardzo poważnego…

Bulma nie dała się zwieść.

— Nie myśl sobie, że będziesz mógł sobie od tak pójść… obiecałeś, że wszyscy razem pójdziemy na zakupy!

Tym razem, to Vegeta nie miał zamiaru odpuścić.

— Na zakupy pójdziemy innym razem… naprawdę muszę już lecieć…

Bra, znała ojca wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że przekonywanie go w takiej sytuacji nie ma najmniejszego sensu. - Okej. - Powiedziała. - W takim razie wszyscy polecimy do Pałacu statkiem!

Vegeta wyczuł pułapkę. - I wtedy będziesz mnie mogła zabrać dokąd będziesz chciała? - odpowiedział - Niezła próba, ale będzie szybciej jak polecę tam o własnych siłach.

Książę wzbił się błyskawicznie w powietrze, zostawiając dwie kobiety wraz z ich własnym gniewem. Kierując się w stronę pałacu, uśmiechnął się pod nosem. - Turniej? Co za fart!

Przepełniony szczęściem, Vegeta jeszcze bardziej przyspieszył, zmieniając się nawet w Super Saiyanina. Nie zauważył na swojej drodze małego, okrągłego robota, który zniesiony podmuchem jego prędkości, huknął z impetem o ziemię.

<< Po co organizować taki turniej? >> to pytanie dręczyło Piccolo, odkąd Nameczanie pojawili się w pałacu. Otworzył oczy i odwrócił się w ich stronę, kiedy nagle poczuł silną energię. Po zaledwie kilku sekundach, dostrzegł Gohana, który zmierzał w jego stronę. Pół-Saiyanin zatrzymał się dopiero dziesięć metrów nad pałacem, pozbywając się białej aury, jaka go do tej pory otaczała. Spojrzał na nowo przybyłych, zainteresowany zarówno nimi, jak i ich środkiem transportu. Wylądował subtelnie na ziemi, po czym podszedł do Piccolo i Dende.

— Hej! - krzyknął do starych znajomych.

Dende ucieszył się niezmiernie na widok przyjaciela.

— Gohan! Kopę lat! – zawołał - Trochę minęło odkąd ostatni raz cię widziałem!

— Wiem Dende… - zaśmiał się - Byłem bardzo zapracowany na uniwersytecie, ale teraz, gdy zaczęły się wakacje, będę miał trochę wolnego czasu.

— Całkiem szybko tu dotarłeś. - pogratulował Piccolo.

Gohan podrapał się po głowie. - Taa… moja szybkość to za pewne jedyne co mi pozostało, odkąd przestałem trenować…

Piccolo wyglądał na nieco zaskoczonego. - Gadanie o treningu, widząc cię w takim stanie, przywraca wspomnienia. - uśmiechnął się.

— Ohh to pewnie przez nie. - Gohan wyjął okulary z pudełka i włożył je na nos. - Schowałem je, żeby ich nie zgubić, kiedy tu leciałem.

— Hmm… postarzają cię o kilka ładnych lat… - stwierdził Piccolo.

— Vegeta przybył… - zakomunikował Dende.

Lecąc od tej samej strony co Gohan, Książę Saiyan, nie zwalniając ani trochę, wylądował tuż przed naszą trójką, częstując ich silnym podmuchem swojej energii. Na szczęście, tylko Dende musiał zasłonić się przed wietrznym podmuchem. Z wyzywającą miną i nutką arogancji, której i tak mu sporo ubyło przez te 30 lat, Vegeta zapytał wprost, czy Goku już przybył.

— Nie długo będzie, nie martw się. – odpowiedział Piccolo.

Vegeta zaprezentował jeden ze swoich zarozumiałych uśmieszków.

— Pfff… jakby mnie obchodził ten słaby pajac!

Gohan postanowił jak najszybciej zmienić temat.

— Piccolo-san, co sądzisz o tych Nameczaninach i towarzyszącym im stworach?

Vegeta, którego także interesowała odpowiedź na to pytanie, skrzyżował ręce na piersi, słuchając w skupieniu.

— Vargasowie… wyglądają na uczciwych. A Nameczanie to Nameczanie. Nie czuje od nich wrogości… Pochodzą z innego wszechświata…

— To w ogóle możliwe? – zapytał Vegeta.

— Teoretycznie nie. – odpowiedział Gohan. – Choć podróże w czasie też są teoretycznie niemożliwe, a przecież sami widzieliśmy, że są. Muszą mieć piekielnie zaawansowaną technologię… podróż z jednego wszechświata do drugiego, musi kosztować sporo energii.

Obrócił się w stronę statku Vargasów.

— Ile bym dał, aby pozwolili mi to zbadać…

Nagle, obok nich pojawiła się siódemka znajomych osób. Vegeta zareagował natychmiast:

— Trunks, gdzie ty do cholery byłeś? Szukałem cię wszędzie w Capsule Corp.!

Ten spojrzał błagalnym wzrokiem na Gotena, szukając wsparcia u przyjaciela.

Videl podeszła do Gohana, poprawiając mu koszulę, która pogniotła się przez jego szybki lot, a Chichi w tym czasie dawała wykład Gotenowi o dobrym wychowaniu. Uub obserwował to wszystko z wyraźną fascynacją w oczach. Vegeta natomiast, warknął w stronę Goku:

— Kakarotto! Co tak długo? Musieliśmy czekać na ciebie!

— Wybacz Vegeta… - Goku uśmiechnął się.

— Jesteś cholernie wolny jak na kogoś kto potrafi się teleportować!

Goku nie przejął się złym humorem Vegety.

— Musiałem najpierw wszystkich zebrać. – odpowiedział.

— Nie mogli tu przylecieć o własnych siłach?

— Skoro tak się za mną stęskniłeś, to dlaczego mnie nie poszukałeś?

— Znowu się zaczyna… - bąknął Piccolo.

— Świetny pomysł! – odparł Vegeta. – Następnym razem przywlokę cię za twoje własne dupsko!

— Dobra! Daj z siebie wszystko! – odpowiedział Goku z przyjazną miną, przyjmując pozę do walki.

Vegeta wyglądał na bardzo uradowanego.

— Wspaniale! – krzyknął, także przyjmując pozę do walki, powodując przy tym zamieszanie wśród Nameczan i Vargasów. Chichi wkroczyła do akcji:

— Goku! – krzyknęła, posyłając mu wściekłe spojrzenie.

— Yyy… Chi… - Goku zaczął, jednak Chichi mu przerwała.

— Nie rób zamieszania! Myślisz, że jesteś na placu zabaw? Kiedy w końcu dorośniesz?

Goku nie wiedział co powiedzieć. Jego żona miała rację, walka z Vegetą nie miała sensu, tym bardziej, że nie było ku temu powodu.

Nagle, całą okolicą wstrząsnął ogromny grzmot. Vargasowie, bojąc się burzy, instynktownie szukali na niebie czarnej chmury. Jedynie grupa Ziemian, stała niewzruszona, doskonale wiedząc skąd owy dźwięk się wziął.

— Haha! To tylko mój brzuch! – zaśmiał się Goku – Spieszyłem się i zapomniałem coś zjeść.

Vegeta i Chichi westchnęli z zażenowania, natomiast Uub był zdumiony.

— Przecież jedliśmy śniadanie, tuż przed treningiem…

— Ale to było 2 godziny temu! – odparł Goku. - Cały ten trening pobudził mój apetyt. Gdzie jest pan Popo? Oh! Jestem pewny, że przygotował już wszystkie z moich ulubionych dań! Panie Popo! Haloooo?

Wszyscy pogrążyli się w ciszy, kiedy Goku pobiegł w stronę pałacowej kuchni. Dopiero Trunks, postanowił przerwać niezręczny moment.

— A więc, uh… tato? Gdzie jest mama i Bra? Nie chcieli przyjść? – zapytał.

— Powinni przylecieć statkiem. – odpowiedział, nawet nie na niego nie spojrzawszy.

Wnet, mały Vargas wtrącił się do grupy.

— Eee… jeden z was… - zaczął.

— Nie martw się. – odpowiedział Piccolo. – Zaraz wróci. Kiedy Son Goku jest głodny, nie da rady go oderwać od jedzenia. Możesz pójść z nami jak chcesz. Przedyskutujemy szczegóły, wrzucając coś na ząb jednocześnie. – obszerny uśmiech zagościł na jego twarzy. – Oczywiście, przy tych wszystkich Saiyaninach, jedzenie długo nie postoi…

Vargas poszedł w stronę swojej ekipy, informując ją, że zostaną tu trochę dłużej niż myśleli…

Pan Popo skończył przygotowywać półmiski z jedzeniem, kładąc je na jego magicznym dywanie, który posłużył jako stół. W międzyczasie, Bulma i Bra przybyły do pałacu.

Ta pierwsza, podobnie jak Gohan, była zafascynowana technologią Vargasów, natomiast Bra uważała tych kosmitów za słodkie maleństwa. Doprowadziła nawet do "mruczenia" jednego ze stworów, który po fakcie doprowadził się do pionu, wyraźnie zawstydzony.

Podczas posiłku, tylko Goku i Pan, która na każdym kroku naśladowała swojego dziadka, zajęli się jedzeniem. Reszta skupiła swoją uwagę na Vargasach, omawiając z nimi aspekty turnieju.

— A więc jak wiecie, - zaczął jeden z Vargasów – pochodzimy z innego wszechświata, całkowicie różniącego się od tego, który znacie. Nameczanie, którzy przybyli z nami, także pochodzą z naszego wszechświata.

Jeden z Nameczan, szybkim ruchem sięgnął po coś. Trzymał w ręku dziwny, okrągły przedmiot, który z każdą sekundą stawał się co raz bardziej ciepły, do tego stopnia, że powietrze wokół niego zaczęło falować. Tuż nad przedmiotem zaczął formować się obraz, przyciągając w międzyczasie uwagę Bulmy.

— Hologram? – zapytała.

— Tak, na to wygląda. – odpowiedział Gohan.

— Wszechświat istnieje w wielu egzemplarzach, – kontynuował Vargas – z których każdy podąża własną ścieżką. Jednak te same przyczyny i skutki powodują, że są one bardzo podobne. Tylko chwilami, wielkie wydarzenia sprawiają, że jedne światy zaczynają się różnić od drugich. Na przykład w jednym wszechświecie niebo waszej planety może być czerwone, a w innym podbiły je istoty pozaziemskie i mieszka na niej zupełnie inna rasa.

Vargas przerwał, usłyszawszy odgłosy imitowane przez Goku i Pan. Dwójka zauważywszy że nagle całe pomieszczenie ucichło, rozejrzeli się po wszystkich. Kiedy zrozumieli, że to właśnie przez nich nastała taka cisza, wciągnęli resztę makaronu, skupiając już całą swoją uwagę na rozmówcy.

— Tak jak mówiłem… - Vargas kontynuował. – kolejnym przykładem jest nasz wszechświat. W naszym i tylko naszym wszechświecie Vargasom udało się odkryć technologię, pozwalającą na przemieszczanie się pomiędzy światami. Bogowie zdecydowali, że, wszechświaty powinny być zamknięte, ale pozwolili nam zorganizować jeden, wyjątkowy turniej…

— Hej, przecież to Najwyższy Kaioshin! – zawołał nagle Goku, widząc hologram fioletowo-skórnego boga.

— Połączyliśmy siły z Nameczanami z naszego wszechświata… - ciągnął dalej Vargas, zupełnie ignorując komentarze Goku. – by zorganizować pojedynki pomiędzy najpotężniejszymi wojownikami ze wszystkich wszechświatów. Zwycięzca turnieju, będzie mógł wymówić trzy życzenia przed nieśmiertelnym nameczańskim smokiem.

— Smocze Kule z pozostałych światów, posłużą do wskrzeszania ewentualnych ofiar turnieju. – powiedział Nameczanim od hologramu. – A największą nagrodą powinna być satysfakcja dla zwycięzcy, któremu udało się wyeliminować wszystkich potężnych wojowników.

— Turniej jest naprawdę wyjątkowy i zupełnie bezpieczny. – ponownie zaczął Vargas. – Nasze pytanie brzmi: czy chcielibyście wziąć w nim udział?

Wszyscy zgromadzeni wokół stołu, zaczęli gorączkową dyskusję między sobą, nie wiedząc do końca, czy mogą zaufać całej ten historii. Vegeta, który cały czas milczał, nie mógł się skupić, przez te wszystkie debaty dookoła niego. W końcu Goku się wtrącił.

— To świetna okazja! Uub będzie mógł w końcu przetestować swoje siły, bez żadnego ryzyka. Tutaj jest zbyt ograniczony.

— Nie ufam całej tej bujdzie z wszechświatami. – stwierdził Vegeta – ale nie ma szans, abyś uczestniczył w jakimś turnieju beze mnie, Kakarotto! Mam dla ciebie kilka niespodzianek.

— Yyy… mamy pytanie. – zapytali Trunks i Goten jednocześnie. – Czy moglibyśmy wspólnie walczyć?

— Nie. – odpowiedział najstarszy Nameczanin. – Walki toczą się jeden na jednego. Przegrywasz jeśli nie możesz kontynuować walki przez 30 sekund. Dozwolone są wszelkie bronie, tylko jeśli z nimi wejdziesz na ring. Odkąd znajdujesz się na ringu, nikt z zewnątrz nie może ci pomagać. Resztę szczegółów omówimy później.

Trunks i Goten się uśmiechnęli.

— Nam to pasi. – oznajmił Goten.

— Zapisujemy Gotenksa. – dodał Trunks. – Jest wśród nas, ale nie możecie go zobaczyć. My zaś zapisujemy się jako widzowie. Da radę?

— Oczywiście. – odpowiedział Nameczanin. – widzowie są mile widziani, a zapisujcie kogo tam chcecie. Jedna osoba zapisała jej nienarodzonego syna. Nie obchodzi nas, jeśli ten Gotenks pojawi się dopiero przed jego walką.

— W takim razie ja też idę jako widz. – rzekł Piccolo.

— Ja też! – powiedział Gohan bez nutki niezdecydowania.

— Jesteście osiemnastym wszechświatem. – ogłosił najstarszy Nameczanin. – To będzie wasz numer.

Znudzony zwlekaniem, Vegeta gwałtownie się podniósł. – A więc na co czekamy? Ruszajmy!

— Nie mogę się doczekać! – krzyknęła podekscytowana Pan.

— Ja zostaję. – wtrąciła się Chichi. – Uważam, że ten turniej nie ma sensu. Gohan, chyba nie pozwolisz mojej wnuczce wziąć udziału?

Gohan puścił oko Videl, pozostawiając jej decyzję.

— Myślę… - zaczęła Videl. – że to jej wyjdzie na dobre.

Chchi skrzyżowała ręce, zamknęła oczy i odwróciła się na pięcie.

Trunks spojrzał na Gotena. – Wygląda na to, że znów użyjemy fuzji.

— Będzie super! – odpowiedział ten drugi z wyraźnym entuzjazmem.

— Gohan, jesteś pewny, że nie chcesz brać udziału w turnieju? – zapytał Goku.

— Tak. Nie trenowałem kawał czasu, a ostatnią walkę stoczyłem kilka lat temu.

— Z samą siłą możesz daleko zajść. – stwierdził Uub.

— Zapomnijcie! – wtrącił się Vegeta. – Gohan to słabeusz. Mógłbym go roznieść z zamkniętymi oczami!

W odpowiedzi Gohan się uśmiechnął. – Skoro tak uważasz…

Vegeta także się uśmiechnął, przypominając sobie czasy sprzed dziewięciu lat…

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu