DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 7, Rozdział 34.

CZĘŚĆ SIÓDMA: TAK DŁUGO WYCZEKIWANA PRZERWA OBIADOWA!

Rozdział 34

Tłumaczenie: Sauron Team


Wojownicy sekcji 13 opychali się niemiłosiernie. Książę Vegeta, bracia Kakarotto i Raditz oraz Nappa łapali jedzenie całymi garściami. Jedli tak szybko, że posiłki były donoszone bez przerwy przez pół godziny. Stół Saiyan szybko zapełnił się wielkimi miskami, pojemnikami i butelkami, które Varga usiłowali sprzątnąć. Służących było jednak zbyt mało, do tego doszedł ogromny stres. Ich niebieskie, zielone i żółte pióra szybko nasiąkały potem.

Saiyanie wykorzystali posiłek, żeby skomentować turniej, który jak dotąd układał się dla nich wyśmienicie. Dwóch z nich już wygrało swoje pojedynki bez większych problemów.

— Ten Nameczanin był nikim - zaczął Nappa, odgryzając wielki kawałek mięsa od poczerwieniałej kości - A Kremms przegrał z jednym z tych ślimaków. Dobrze zrobili zwiewając. Rozwaliłbym ich wszystkich z przyjemnością!

— Ty to naprawdę jesteś świnia, Nappa - odpowiedział Kakarrotto z drugiego końca stołu. Łysy olbrzym zjadł wszystko zostawiając wszędzie plamy i okruszki.

— Możesz gadać ile chcesz! Ja przynajmniej pokonałem wojownika, nie babę!

— I tak była silniejsza niż ten twój Cargot!

— Nie rozśmieszaj mnie. Powaliłbym ją w parę sekund. Jak mogłeś dać się tak podpuścić?

— To normalka - sobowtór Son Goku wzruszył ramionami - Wygraną w następnym pojedynku mam w kieszeni, przeciwnik to mała dziewczynka. Ciebie Frizer rozjedzie.

Nappa ucichł na moment, przestał żuć kurczaka i zamarł. Myślał, co rzadko mu się zdarzało. Faktycznie, w następnym pojedynku naprzeciw niemu stawał Frizer. Tyran, którego upokorzyli po tym, jak Vegeta osiągnął poziom Super Saiyanina. Czy byli w stanie powtórzyć to na turnieju?

— Widziałem śmiejącego się Frizera, jak na nas patrzył - wtrącił się Raditz - Myślę, że będzie miał niezły ubaw rozkwaszając ci mordę na ringu.

Wszyscy dookoła Nappy mieli rację. Nagle, jakaś genialna myśl wpadła mu do głowy. Zaczął się śmiać i skrzyżował ręce na piersi.

— Wiem jak go pokonać! Nie podniesie się po tym. To będzie upokorzenie, jakiego dotąd świat nie widział! I śmiał się dalej, rozdziawiając szeroko usta. Jego towarzysze zastanawiali się co takiego wymyślił, ale Nappa nie chciał zdradzić.

— To będzie niespodzianka. Wszystkim szczęki opadną! Ha, ha, ha, załatwię go od początku!

I jak gdyby nigdy nic, zabrał się z powrotem za jedzenie, łapiąc nawet większe kęsy niż poprzednio. Raditz, który już praktycznie zakończył swój posiłek, rozpoczął pogawędkę.

— A Ty jak się bawisz, Vegeta? Wygrałeś swoje walki, ja też nie mam zamiaru przegrać. Zwłaszcza, jeśli przeciwnikami są te słabiaki ze świata 2. Popatrz na nich, wyglądają przekomicznie!

— Ci z 10 też okazali się być niczym więcej jak insektami - zauważył książę Saiyan.

— A tak, świat 10. Podobała mi się walka przeciwko ojcu - zaśmiał się długowłosy i kontynuował - Kakarotto, a Ty?

— Nic mnie to nie obchodzi - burknął jego brat, zajadając się dalej.

— Ha, nigdy nie miałeś okazji go poznać. Chciałbym zobaczyć jak walczysz przeciwko niemu. I tak samo chciałbym ujrzeć jak tłuczesz się z tym dzieciakiem z 18.

— Ha, ha, ha, Raditz w ramionach swego ojca!

Raditz spojrzał w stronę łysego wojownika. To oczywiste, tylko on mógł wymyślić taką niedorzeczną rzecz. Nic dziwnego, że w świecie 18 Vegeta zabił go gołymi rękoma.

— Jesteś drażliwy aż do przesady, Raditz - odezwał się książę z uśmiechem na twarzy - Może dlatego nie jesteś jeszcze Super Saiyaninem.

Ta uwaga zraniła go do żywego. Tak bardzo chciał się przemienić! Super Saiyanie mają złote, lśniące włosy, wyglądają na potężnych i są bardzo silni. Z każdym dniem stawał się coraz mocniejszy, więc nie porzucił nadziei, że pewnego dnia zdoła osiągnąć swój cel. Być może w trakcie tego turnieju.

— Jak już jesteśmy przy temacie innych wszechświatów, myślę że to wielka szkoda - Kakarotto zaczął mówić, tuż po skończeniu swojego posiłku - że mój odpowiednik wygra wiele walk, a mogę trafić na niego dopiero w piątej rundzie, czyli półfinałach - Mam nadzieję, że nie trafię na kogoś równie silnego jak Vegeta, dodał już w myślach, spoglądając w lewo. Kakarotto sięgnął wzrokiem dalej i utkwił go w Nappie. Wielki wojownik pewnie przeczuwał, że przegra z Frizerem lub z tym Son Goku, jeśli tamten w jakiś sposób wygra z synem Colda. Saiyanin patrzył tak na swojego kolegę, czekając na jakąś kąśliwą uwagę, ale ten się tylko uśmiechał. Co mu chodziło po głowie? Czy ukrywał coś ważnego? Nową technikę walki, albo moc? Natomiast książę stracił zainteresowanie tym, co robili jego podwładni. Tak naprawdę w ogóle nie dbał o Nappę oraz Kakarotta. Liczyło się tylko jego zwycięstwo. Rozmyślał właśnie nad inną postacią, Trunksem z 12 uniwersum, który z taką łatwością pobił Coolera. Według uczestników z 18 był on synem jego alter-ego. Vegeta uśmiechnął się, skuszony wizją, nawet jeśli trwałaby tylko kilka minut, tego jak jego życie mogłoby wyglądać gdyby się ustatkował i wychował dzieci. Przypomniał sobie słowa kopii z 18 sekcji. My byliśmy lepsi. Czyżby sugerował, że to co wydarzyło się w jego świecie było najlepszym możliwym rezultatem?

Ale czego tamten Vegeta chciał? Być najsilniejszym we wszechświecie? Mieć tytuł prawdziwego Księcia Saiyan? Przecież właśnie to stało się w 13 uniwersum; osobiście pokonałem Frizera. Najbardziej zaskakująca była ogromna różnica pozycji między nimi dwoma. On stał się prawowitym panem kosmosu. Ludzie kłaniali się i drżeli na sam dźwięk jego imienia. Słabi podziwiali go, wznosili okrzyki radości na cześć jego zwycięstw. Wszystkie pragnienia stawały się rzeczywistością. Mógł mieć każdą kobietę, jakiej zapragnął. Nazywam się Vegeta, Książę Saiyan, jedyny najpotężniejszy człowiek w całym wszechświecie! Natomiast ten drugi, z 18 świata, nie jest nawet przywódcą ich małej bandy! Ta grupa przypomina dzieci, które przyszły na piknik. Co gorsza, oni chyba nie mają lidera, bo rozmawiają jak równy z równym. Bez wątpienia Vegeta znalazł się w cieniu pozostałych. Wydawało się, że jest słaby, wręcz najsłabszy z nich wszystkich. Tamten Kakarotto stroił sobie z niego żarty. Dlaczego jego odpowiednik nie pokazał kto tu rządzi? A te dzieci: niedojrzały syn, tak słaby że nie bierze udziału w turnieju. Ojciec wydawał się rozczarowany nikłym nastawieniem do walki. I córka. Księżniczka, gorsza nawet niż jej brat. Jedynym pocieszeniem był hardy i pogardliwy ton dziewczyny. Najwidoczniej drugi Vegeta nie trenował jej wcale. Wśród Saiyan nie ma słabszej płci. Siła dziewczyny była godna pożałowania pewnie z powodu marnej planety, gdzie żyli. To jedyne wyjaśnienie takiego spadku. Nędzne życie bez honoru, nieudane potomstwo, w czym jego podła egzystencja jest lepsza niż bycie władcą wszechświata? Zdecydowanie miał coś nie tak z głową. Jeszcze ta walka między nim a królem z 10. Bardzo łatwo pokonał swojego rywala, chociaż ten zmienił się w Oozaru. Książę zastanawiał się, skąd jego odpowiednik czerpie tę zimną krew, ten spokój.

Spośród pewnych siebie wojowników wyłoniła się też para z sektora 14. Chodzi o rodzeństwo z numerami zamiast imion. Gdy zjawili się na turnieju zaraz po ich grupie, dziewczyna otwarcie drwiła z nich. Szczególnie z Vegety. Przypuszczalnie w ich świecie bawili się z nimi i ostatecznie zabili. Czy to prawda? Książę chciał spytać swoje alter-ego czy zna tę parę robotów, ale natychmiast zmienił zdanie. Co go to obchodzi? Nigdy nie przegrał z dziewczyną. Nigdy nie zakochał się i nie wpadł w sidła miłości. Poza tym, oni nie mogą być aż tak potężni. A jednak, ta kobieta zna jego imię! Zatem postanowił obserwować ich uważnie. Jedli w milczeniu, spożywając małe ilości jedzenia. Po chwili Osiemnastka skończyła swój posiłek, czekała teraz aż brat zje. Siedziała, opierając się łokciem o stół, a głowę podparła ręką. Wydawała się znudzona, może czekała z niecierpliwością na pierwszą walkę? Wyglądała też na odrobinę zniesmaczoną faktem, że Siedemnasty trafi na Goku w drugiej rundzie. Dlaczego? Sama chciała się z nim zmierzyć? Na domiar wszystkiego, jej brat opowiadał o tym otwarcie, kpiąc z siostry!

— Wreszcie - zaczął mówić - Będę mógł zakończyć nasze głupie zadanie.

— Na pewno będzie to lepsza rozrywka niż niszczenie tych samych miast przez trzydzieści sześć lat - poskarżyła się blondynka - Chcę walczyć, nie mogę się doczekać!

— Przyjdzie Twoja kolej, nie martw się - odpowiedział, przełykając makaron - Pyszne! Wyborne jedzenie, tego nam brakuje.

— A kto zabił ostatniego kucharza na Ziemi, co? - spytała, patrząc wyzywająco na brata.

— Dobra, dobra. Skąd miałem wiedzieć, że to był ostatni? Nie moja wina, że Ziemianie są tak kiepscy w gotowaniu. Nawet kobiety nie są już przydatne.

— Coś Ty powiedział?! Powtórz to! - wrzasnęła, unosząc pięść i uderzając nią w stół.

— Przecież nie mówię o Tobie. Uspokój się.

Osiemnastka spuściła z tonu, uświadamiając sobie że przesadziła. Była po prostu znudzona, ponieważ nic nie zrobiła do tej pory. Zabawnie było rzucać pociskami energii, wysadzać każdy budynek, ale minęły dekady od momentu spotkania tak dużej populacji. Polowanie na ludzi przestało się liczyć. Widzieć tak ogromną publiczność wokół, ach, co za cudowne uczucie. W dodatku większość z nich nie była ludźmi, lecz kosmitami oraz potworami. Przeczuwała, że jej brat pragnąłby wejść na widownię i zabijać każdego po kolei. Jednak perspektywa zmierzenia się ze świetnymi wojownikami naprawdę ją nęciła. Zwykłe zniszczenie tego miejsca oznaczało utratę poznania nowych osób. Jeśli te ptaszydła mogły odesłać ich z powrotem, jej frustracja osiągnęłaby maksimum. Rozejrzała się dookoła na innych uczestników. Była tam dziwna kobieta ze świata 15, czekająca aż jej dziecko się urodzi. Co za idiotka! Kto zarejestrowałby swoje potomstwo zanim się narodzi? Kiedy siedziała, ciągle dotykając swój widoczny brzuch, niski Varga podszedł do niej z piórem i małym notatnikiem. Zapytał co chce na deser.

— Czuję, że wkrótce się urodzi! - matka I'K'La niemal krzyknęła, mając nadzieję na szybkie poczęcie i start syna w turnieju, chociaż został zdyskwalifikowany godzinę temu w starciu z Siedemnastym. Varga spojrzał na dziwne stworzenie, widoczne w macicy tej kobiety. Płód nie poruszał się bardziej, niż można było tego oczekiwać. Jedyne zmiany dotyczyły powiększania oraz zmniejszania się objętości brzucha, zupełnie jakby dziecko oddychało w łonie rodzicielki. Gdyby chciało wyjść na świat, Varga zdecydowanie wolałby być gdzie indziej! Miał dość tej kobiety. Od chwili, kiedy organizatorzy zjawili się w jej świecie i zaprosili ją do udziału w turnieju, była utrapieniem. Dlaczego ich czujniki wskazały na nią? Chodziła powoli, z pewnością nie mogła walczyć. Nawet szeregowy żołnierz z ich rasy poradziłby sobie z nią z łatwością. Mimo tego, ona ciągle się wywyższa, zachowuje się jak królowa. Varga cieszył się, że została tak prędko wyeliminowana. Cała ta sytuacja jest śmiechu warta! Samo myślenie o tym wywołuje u niego delikatny uśmieszek dzioba.

— Pewnie, pewnie. Ciągle czekamy. A przy okazji, co pani je?

Pragnął tylko odejść stamtąd jak najszybciej, żeby nie musieć martwić się tą kobietą. Miał tylko wziąć zamówienie deseru, nic więcej. Narodziny czy nie, nieważne, nie miał zamiaru stać tam wiecznie!

Matka I'K'La nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Termin rozwiązania zbliżał się, więc dlaczego ta kaczka mówi do niej w taki sposób? Ptak czekał tylko przez pół minuty, potem odwrócił się na pięcie. Bał się jej? Oczywiście, że nie. Ponieważ nie otrzymał odpowiedzi na pytanie, uznał że ona nie chce nic do zjedzenia, więc zostawił nieprzyjemnego gościa. Zdecydowanie wolał zająć się następnym sektorem, światem 16, niż tą kobietą. Tamtejsi uczestnicy wyglądali na bardziej przyjaznych, chociaż zjedli strasznie dużo! Ze wszystkich sekcji właśnie ta zamówiła najwięcej, a zdecydowana większość tego jedzenia trafiła do mężczyzny o imieniu Vegetto, który jadł za co najmniej trzydziestu! Było tego zbyt wiele do policzenia (trwałoby to za długo, wystarczyło przelotne spojrzenie). Liczba pustych misek i talerzy przy nim, piętrzących się przed nim oraz wokół niego z powodu braku miejsca, sprawiła że pozostali wyglądali, jakby nic nie zamówili. W porównaniu do niego Bra, jako jego córka, dorównywała ojcu w jedzeniu tak dramatycznych ilości. Z drugiej strony Gohan i Videl nie zjedli wiele. Było to zrozumiałe, gdyż widok śmierci ich dziecka odebrał im apetyt. Co do Piccolo, on tylko wypił niewiele wody, potem siedział w milczeniu. W ogóle nikt się nie odzywał, a Vegetto pożerał każde danie ze stołu.

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語EspañolItaliano中文DeutschPortuguêsPolskiNederlandsTurc
Português BrasileiroMagyarGalegoRomâniaРусскийNorskCatalàLietuviškaiCroatianEuskeraSuomeksi
KoreanSvenskaБългарскиΕλληνικάעִבְרִיתEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDansk