DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris & Arctika

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 4, Rozdział 19.

CZĘŚĆ CZWARTA: DWA ŚWIATY MAJĄ PECHA!

Rozdział 19

Tłumaczenie: Sauron Team


Saiyan ze świata 10 ogarnęła panika. Najsilniejszy z ich ludu, król Vegeta, przegrał, do tego w dość żałosny sposób.

— Król przegrał - szeptano z niedowierzaniem. Dwóch Saiyan podbiegło, żeby podnieść nagiego mężczyznę z ziemi. Jego ojciec, stary Vegeta, musiał pogodzić się ze smutną prawdą.

— Wygląda na to, że uczestnicy tego turnieju są znacznie silniejsi niż się spodziewaliśmy.

Mówiąc to, zdjął swą szatę i okrył nią upokorzonego syna. Upokorzonego, o ironio, przez samego siebie. Jedynym plusem było to, że przynajmniej w innym uniwersum był znacznie silniejszy. Dość mierna to pociecha.

Vegeta z 18 świata szybko wrócił do swojego sektora. Jego dzieci pogratulowały mu zwycięstwa, choć tak naprawdę to nie była nawet rozgrzewka przed walką.

— Vegeta, no zdradź nam, co powiedziałeś na arenie - nagle pojawił się Goku i z uśmiechem zapytał księcia.

— Nie musisz tego wiedzieć - odparł jego rywal.

— No weź, chcę to wiedzieć - nalegał Goku.

— Zapomnij, Kakarotto! - rzucił z frustracją książę Saiyan.

— Ja słyszałem wszystko, jakby Cię to interesowało - wtrącił się Piccolo.

Son Goku podbiegł do niego szybko. Jego oczy świeciły z podniecenia złotym blaskiem.

— No dajesz, dajesz Piccolo. Chcę usłyszeć wszystko - wyszeptał mu do ucha.

— Powtórzysz to co powiedziałem, a zabiję Cię! - wykrzyknął zdenerwowany Vegeta, grożąc Nameczaninowi.

Goku zaśmiał się, gdyż udało mu się osiągnąć swój cel: wkurzyć Vegetę. Piccolo zaś wydawał się być niewzruszony, niczym pomnik. Vegeta napuszył się i odwrócił plecami do wszystkich tych sprzedawczyków.

W tym momencie komentator postanowił rozpocząć kolejną walkę:

— A teraz Bardock z Uniwersum 10 kontra Pan ze świata 18!

Gdzieś na widowni, w sekcji czterdziestej drugiej, siódmym piętrze, rzędzie S, w kwadracie o rozpiętości około pięciuset milionów kilometrów kwadratowych siedział Metamor w czarnym płaszczu, odsłaniającym potężny, umięśniony tors. Zamyślił się nad zaistniałą sytuacją i zapytał siedzącego obok sąsiada.

— Trzeci raz oglądamy walkę dziesiątki z osiemnastką, czy to nie dziwne?

— Nikt niczego nie zauważy - odpowiedział pewnie jegomość o małpim ogonie, ubrany w pomarańczowe kimono, łudząco przypominające ubranie Son Goku. Po chwili dodał zupełnie normalnie, jakby to była oczywista oczywistość - To przez nazwę rozdziału!

Jego rozmówca nic nie odpowiedział. Nastała chwila ciszy.

— Ale jestem niemal pewien, że to było przewidziane już dawno temu - Wtem, pewien stylizujący się na wojownika blondas o błękitnych oczach wyskoczył niespodziewanie ze swoją teorią, rozpoczynając długi wywód - To historyczny turniej, być może jacyś historycy zapisali jego wynik już dawno temu. A historia ułożona z tych zapisków czytana jest właśnie przez tysiące ludzi! Jestem tego pewien! Sam jestem historykiem!

Człowiek o małpim ogonie wyciągnął nagle rewolwer i przystawił sobie do skroni, gotów do popełnienia samobójstwa. W obliczu tak wielkiego kretynizmu był bezsilny. Metamor tymczasem skupił swój wzrok na zawiniątku trzymanym przez historyka. Było to onigiri, które widz po chwili otrzymał od blondasa i skonsumował łapczywie.

Wracając jednak do właściwych sektorów...

— Świetnie, moja kolej! - rzekł podekscytowany Bardock z dziesiątki.

— Och, czas na mnie! - wykrzyknęła Pan, po czym skoczyła z radości. Cieszyła się tym bardziej, że przyszło jej walczyć z pradziadkiem. Videl przekazała swojej córeczce parę ciepłych słów, całując w czoło.

— Zwracaj uwagę na to co robi twój przeciwnik i bądź ostrożna.

— Oj, nie martw się o nią - zapewniał stojący obok Son Goku - Mój ojciec nie jest taki trudny do pokonania - Pan da sobie radę!

Nagle ktoś zatrzymał młodą Pan, wykrzykując jej imię. A był to nikt inny tylko inna Pan, z uniwersum 16. Obie podbiegły do siebie i wyściskały z radości.

— Masz szansę walczyć z naszym pradziadkiem. Zazdroszczę Ci! - zaczęła nastolatka ze świata 16. Jej odpowiedniczka z 18 uśmiechnęła się, mówiąc.

— Kto wie, może Ty dostaniesz znacznie silniejszego przeciwnika?

— Mam nadzieję.

Gdyby tylko wiedziała...

— Pan, nie stój tak, leć, leć! - ponaglił dziewczynę Gohan, który zwracał uwagę na to, żeby jego córka przypadkiem nie została zdyskwalifikowana.

— Już, już - odpowiedziała, lekko zmieszana. Usłyszała za sobą słowa otuchy jej odpowiedniczki z innego uniwersum oraz matki.

Po drugiej stronie Bardock rozgrzewał się, uderzając pięścią o pięść. Jego uniwersum właśnie straciło króla, ale on jakoś nie przejął się tym faktem.

— I tak będę się doooobrze bawił - powiedział, a na jego twarzy pojawił się sadystyczny uśmieszek. Poleciał szybko i przybył na ring w tym samym czasie co jego przeciwnik. Wtedy zorientował się, że rywal to jeszcze dziecko. Jednak dumny Saiyański wojownik nie zwrócił większej uwagi na tę zniewagę.

— Jesteś moim pradziadkiem!

— Że co? Nigdy nie miałem żadnych wnuków... Zresztą nieważne, nie będę się powstrzymywał!

— To tak jak ja, zacznijmy!

Tymczasem w świecie 10 król Vegeta przebudził się z bólem.

— Ocknął się pan? - zapytał grzecznie jeden z jego poddanych.

— Przegrałem? - spytał zdezorientowany król, siadając i pocierając ręką obolałą głowę.

— Z samym sobą - dodał szybko kolejny Saiyanin. To odkrycie nim wstrząsnęło.

— Teraz walczy Bardock, on uratuje nasz honor - dorzucił jeszcze inny wojownik.

W rzeczy samej, Bardock był znany ze swojej potężnej siły. Urodzony z niskim poziomem mocy, przez lata pokazywał jak jego siła wzrasta, przez co stał się jednym z najgroźniejszych Saiyan. Gdyby Vegeta nie był tak silny, Bardock wyzwałby króla Saiyan na pojedynek. Jego profesjonalizm i oddanie sprawiły, że w końcu trafił do elity. Rzadko komuś udawało się unikać jego ciosów, dlatego kilka grup Saiyan miało dowód, że nigdy nie udało im się wyjść bez szwanku z pojedynku z Bardockiem. Z tym, który...

— Naprawdę się cieszę, że Cię widzę! - krzyknęła Pan, rzucając się na swojego pradziadka, zwinnie obejmując go za szyję swoimi małymi rączkami. Omal nie przewrócił się, zszokowany jej zachowaniem. Bardock chwycił przytulające się do niego dziecięce ciało obiema rękoma i próbował odepchnąć, ale bez skutku. Przyssała się do niego jak pijawka, wbijając jego twarz w swój brzuch. Pan z twarzą przy włosach swojego pradziadka sprawiła, że Bardock wyglądał jak osoba, która nie jest w stanie zdjąć groteskowej maski.

Poniżej około dwunastu Saiyan było świadkami poniżenia Bardocka, któremu w końcu udało się odtrącić natrętnego dzieciaka. Lecz tylko na krótko. Mała dziewczynka znów skoczyła na niego, tym razem atakując.

Bardock był zaskoczony jej siłą i szybkością. Wyciągnął przed siebie ręce i próbował powstrzymać jej atak, w szoku cofnął się o kilka kroków. Próbował ją odepchnąć, ale na próżno.

— Puszczaj mnie!

— Dziadku!

— Złaź ze mnie, Ty świrze!

Bardock nie był w stanie nic zrobić, jego przeciwniczka była panem sytuacji. Udało jej się wdrapać na niego i usiąść na jego ramionach. Chwyciła go za włosy i zaczęła bawić się w rodeo ze zdezorientowanym Saiyaninem. Bawiła się jak szalona, podczas gdy jej pradziadek próbował ją z siebie zdjąć. Publiczność wydawała się być równie zadowolona jak Pan i śmiała się w głos. Jednak żaden Saiyanin ze świata 10 nie odważył się odezwać słowem. Byli zbyt zszokowani tym widokiem.

— Straszne... - westchnął król Vegeta.

Pan zdecydowała się zejść z ramion swojego przeciwnika. Bardock szybko rozmasował sobie barki, a Pan chwyciła swój kijek i od razu zaatakowała, nie dając przeciwnikowi czasu na obronę przed atakiem. Na początku Bardock otrzymał cios w głowę, po czym przyjął kilka słabszych ataków z tej samej broni. Pan atakowała szybko i efektownie tak jak ją nauczono: kilka uderzeń w kostki i kolana, a także w nadgarstki. Później pozwoliła mu na atak, żeby spowolnić jego ruchy, tym samym zyskała przewagę. Bardock zezłościł się, trzymając rękę na kolejnym guzie na głowie i spróbował mocno uderzyć przeciwniczkę. Pan szybko uderzyła go w plecy swoim kijem i krzyknęła - kamień! - waląc piąstką w pięść swojego przodka. Bardock poczuł ostry ból w palcach. Potrząsnął dłonią, jakby chciał zmniejszyć ból, ale szybko doszedł do siebie. Pan krzyczała - kamień - za każdym razem, gdy blokowała pięścią cios swojego przeciwnika. W pewnym momencie zmieniła technikę.

— Nożyczki! - krzyknęła, dźgając palcami prawej dłoni w oczy Bardocka.

— Papier! - zawołała Pan, gdy uderzyła przeciwnika z otwartej dłoni.

Podbiegła, żeby go złapać, potem chwyciła go za rękę. Szybko podjęła decyzję, żeby powalić go na brzuch, po czym usiadła mu na plecach i złapała go za nogi, przyciągając je do siebie. Bardock miał już dosyć tych potwornych tortur. Nie mógł nic zrobić, a całe jego ciało było obolałe.

— Poddaję się! - krzyknął Bardock, pocąc się i uderzając dłonią o ring.

— Tak szybko? - zdziwiła się Pan. Smutne westchnienia zastąpiły jej dotychczasowy, radosny nastrój.

— Bardock zrezygnował z walki, Pan wygrywa! - oznajmił jeden z dwunastu komentatorów.

Tymczasem w przestrzeni 10 uniwersum, Vegeta złościł się w duchu. Jak tylko zdziwiony Bardock wrócił, król odezwał się - Wracamy.

Stojący za nim pozostali Saiyanie, którzy spodziewali się uczestniczyć w późniejszych walkach, byli całkiem szczęśliwi z jego decyzji. Nie podobało im się, że mogą dostać łomot, taki jak Bardock, lub być poniżeni, tak jak ich król albo Mahissu. Mogli nawet zginąć!

— Odeślij nas do domu - Vegeta rozkazał jednemu Varga, który był obecny w tym sektorze.

— Nie chcecie zaczekać do końca turnieju? - spytał zszokowany Varga, idąc za Saiyanami, którzy już tłoczyli się w korytarzu za swoim przywódcą.

— Nie chcesz, żebyśmy uleczyli wasze rany? - dociekał dalej, ponieważ nikt mu nie odpowiedział na poprzednie pytanie. Próbował przekonać wojowników, żeby zostali.

Bardock, który szedł ostatni, miał na ciele mnóstwo siniaków i przekrwione oczy, pamiątkę po palcach dziewczynki. Nie złamało go to, dlatego odpowiedział - Pff, te zadrapania? To jest nic! - Jego król odniósł podobne obrażenia i kroczył z godnością, jak na monarchę przystało, chociaż był owinięty płaszczem, jakby ręcznikiem.

— Nie damy się dłużej poniżać - mruknął Vegeta, zaciskając pięść.

— My również rezygnujemy - niespodziewanie rzekł Nail, pojawiając się za niebieskim Vargą.

Wywołało to u niego przerażenie i zaskoczenie. Cały wszechświat, którym miał pod opieką, poddał się! Teraz już mógł pożegnać się z awansem! A już jutro koledzy przestaliby stroić sobie z niego żarty i nabijać się, że jest niekompetentny.

— O tak! - Goten i Trunks dopingowali świat 16 i 18. Natomiast Nameczanie, chcąc odejść w chwale zamiast w cieniu porażki, zdecydowali się odejść z turnieju zanim zostaną wyeliminowani.

— Przecież pan wygrał walkę... - Varga wymamrotał smutno do Naila.

— Nie mogę zostać, jestem pewien że przegram swoje następne starcie - odpowiedział z uśmiechem, aczkolwiek niski Varga z tego sektoru nadal był w szoku.

I rzeczywiście, Nail miał rację, nie było dla nich ani cienia szansy na przejście dalej. Cargot, chociaż był numerem dwa na Namek, został łatwo pokonany. On sam miał trudności z pokonaniem Kremmsa. W następnej rundzie walczyłby z Uubem ze świata nr 18 i sądził, że ma niewielką szansę na zwycięstwo. Ale co potem? W trzeciej kolejce trafiłby na Południowego Kaioshina, potężnego boga wszechświata. Z nim nie ma szans, podobnie jak z tym różowym demonem. To byłoby samobójstwo. Jego przyjaciele zgodzili się z nim, po walkach swoich wojowników Nameczanie nie chcieli już dłużej uczestniczyć. Doświadczyli tego, co chcieli zobaczyć, więc nie było sensu tylko stać i patrzeć.

Pan z 18 świata wróciła do siebie, została przywitana przez swoich rodziców i swój odpowiednik z 16 sektora. Vegeta obserwował wszystko bardzo uważnie.

— Cholera - pomyślał sobie książę, który nigdy nie został królem - Gratulują jej, jak tylko podniesie byle kamyczek, albo kiedy okrąży Ziemię! Za kilka rund prawdopodobnie stanie na ringu przeciwko Cellowi, a wtedy będą płakać.

W chwili gdy dwie wersje Pan wykonały krótki taniec, usłyszeli oficjalne oświadczenie - Ogłaszamy... że cały wszechświat 10 wycofał się z zawodów!

Niektórzy widzowie zareagowali sprzeciwem, chociaż było to dla nich dobre. Nie musieli oglądać aż tylu walk stoczonych przez słabych wojowników, więc będzie więcej zabawy z patrzenia na naprawdę silne jednostki. Jednak dla Vegety sytuacja nie uległa zmianie.

— Tym lepiej dla nich, nie mają tu czego szukać - skomentował.

— Ja jednak żałuję - Gohan dorzucił swoje zdanie.

— Chciałbym przynajmniej pożegnać się z Nailem - pomyślał sobie Piccolo, który ciągle ukrywał swoje emocje przed innymi.

— Mam nadzieję, że wezmę udział w kolejnej walce! - Pan z 16 odezwała się do swojej odpowiedniczki z 18 - W ten sposób spotkamy się w drugiej turze!

— Byłoby świetnie!

Niestety, los zdecydował inaczej. Komentator właśnie zapowiadał następne starcie - Teraz prosimy na ring... Kat ze świata numer 6 i Kakarotto z 13!

— No niee - Pan z 16 wyraziła swoje niezadowolenie - Teraz nie trafimy na siebie w drugiej rundzie. Może w trzeciej, jeśli jestem następna?

— Byłoby ciekawie - odpowiedziała jej rówieśniczka, ubrana w czerwone kimono - Ale jesteś pewna, że przejdziemy do trzeciej tury? W tym celu muszę pobić jednego z dwóch Kakarotto. Nie chcę, bo wyglądają zupełnie jak mój dziadek.

— Może są słabsi?

— Na pewno - odpowiedział jej Goku, stając za dziewczynkami - To niemożliwe, żeby Twój dziadek został pokonany przez, hmm, samego siebie, prawda?

— Powiedzieli, że są Super Saiyanami... - zmartwiła się Pan z 18 świata.

— Nie martw się - pocieszała ją rówieśniczka - Na pewno go pokonasz, jestem o tym przekonana! Zobaczmy co ten Kakarotto potrafi zdziałać w walce. Goku również odwrócił się w kierunku areny, żeby popatrzeć.

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu