DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 1, Rozdział 4.

Część pierwsza: Całkiem dziwny turniej!!

Rozdział 4

Tłumaczenie: Senti


Wspomnienia wydarzeń z Sali Ducha i Czasu wywołały uśmiech na twarzy Vegety.

— Jest tylko jedna możliwość by sprawdzić, czy wciąż jesteś najsilniejszy wśród nas, Gohan!

— Nie ma mowy, Vegeta. Nie jestem taki jak mój ojciec i nie dam się ci sprowokować byle słowami. Pozostanę jedynie widzem.

— Mam nadzieję, że spełnię oczekiwania mistrza Goku – oznajmił Uub, a po chwili dodał – i uda mi się zaimponować Gohanowi, oraz panu Vegecie.

Pozbawiony jakichkolwiek wątpliwości, Goku położył dłoń na ramieniu swojego pupila.

— Nie martw się, Uub. Wierzę, że spiszesz się dobrze.

Czerwony rumieniec zalał policzki chłopaka.

— Zrobię co w mojej mocy! – zawołał.

— A dziadek Szatan? – zapytała Pan. – Nie przybył…

— Zawsze możesz go odwiedzić i sama zapytać – podsunął Goku.

Pan wstała z nowym zapałem.

— Pójdziesz ze mną?

— Wybacz, Pan. Musisz pójść sama tym razem… chce się jeszcze z kimś zobaczyć, za nim wyruszymy na turniej – odpowiedział Goku.

— Okay, w takim razie lecę! – zawołała wzbijając się w powietrze tak błyskawicznie, że za nim Videl zawołała „Stój”, ta już dawno frunęła w kierunku Satan City. Dawniej, byłaby zła na swojego dziadka, że ten nie chce jej towarzyszyć, ale myśli o tym, iż zobaczy drugiego z dziadków, napawała ją nieskończonym optymizmem.

Gohan objął ciepło ramiona swojej żony, pocieszając ją w międzyczasie.

— Nie martw się, wróci za kilka godzin. Poza tym, z taką prędkością chyba nic nie jest w stanie jej schwytać! Wszystko będzie dobrze…

Videl uśmiechnęła się.

— Wiem, ale powinna wciąż pytać o pozwolenie… nadal jest małą dziewczynką.

— Do zobaczenia jutro rano. Nie ważcie się lecieć beze mnie! – ostrzegł żartobliwie Goku, znikając chwilę potem tak szybko, że Uub nie zdążył nawet mrugnąć.

— Oh! Goku- sen… sei – wydukał tylko.

Oczywistym było od kogo Pan nauczyła się kilku nawyków. Jej dziadek także przepadał ciągle bez słowa w znanym tylko sobie celu. Ile to razy Chichi musiała znosić jego znikanie z domu na kilka tygodni? Albo i lat? Odkąd ich małżeństwo dojrzało na tyle, aby przestać się o to martwić. Koniec końców i tak zawsze wracał… nawet po śmierci.

Bulma przerwała ciszę, zaklętą niczym najstarszy grobowiec.

— Może i nie chce z wami lecieć, ale wciąż mogę być użyteczna. Zgaduję, że ten turniej nie będzie bułką z masłem… Zrobię więc wam ubrania, które będą pochłaniać energię…

— Jak te za czasów gry Cella? – zapytał Vegeta.

— Dokładnie – odpowiedziała Bulma – Prawdopodobnie zajmie mi to całą noc, ale wole mieć pewność, że jesteście dobrze przygotowani.

Chichi wtrąciła swoje trzy grosze.

— Nie ma takiej potrzeby byś musiała się martwić o mojego męża! Wszystko czego potrzebuje ma w domu… Gohan! Przynieś ojcu jakieś ubrania.

— Nie ma sprawy.

— Poczekaj, pójdę z Tobą – zawołała Videl.

— Goten, powinniśmy znaleźć jakieś miejsce do noclegu! – stwierdził Trunks.

— Dobry pomysł! – zawtórował mu najlepszy przyjaciel.

Chwilę później, Gohan, Videl, Trunks i Goten polecieli w dwóch innych kierunkach, zostawiając tylko Vegetę.

— Zostałeś sam – zauważył Piccolo

Vegeta spojrzał na niego spode łba.

— No i co z tego? Myślisz, że to powstrzyma mnie przed zmiażdżeniem każdego z nich?

Bulma zawiesiła się na jego ramionach.

— Podrzucisz mnie do domu, mój najdroższy?

— Jeśli nalegasz… - westchnął – A ty Bra?

— Mam zamiar użyć kapsuły i polecieć do Satan City.

— Jak chcesz – warknął jej ojciec.

Po tym jak odleciała kapsuła wraz z ich córką, Bulma spoczęła w rękach swego męża.

— Wiesz… - ścisnęła mocniej ramiona Vegety, zmniejszając między sobą dystans – Nie miałabym nic przeciwko naszej ostatniej wspólnej nocy nim mnie opuścisz…

— Głupia! – rzekł Vegeta, czerwieniąc się – Jeszcze ktoś usłyszy…

Dom Genialnego Żółwia dla wielu, w tym Bry, jest tylko i wyłącznie odizolowanym, nudnym budynkiem. Dla innych jest to miejsce, gdzie można wypocząć i spotkać się z przyjaciółmi, a są też tacy, co nazywają je domem.

Żyjąc przez jedno, a może i dwa stulecia na tej małej wysepce, Muten Roshi poświęcał swój czas na łowienie ryb, przesiadując wówczas na plecach swojego żółwia Umigame, lub (zazwyczaj) oglądając ładne dziewczęta w telewizji, gimnastykujące się, gdy ten nie miał wetkniętego nosa w jedno ze swoich zboczonych czasopism. Całe życie był taki sam. Wtedy gdy poznał Goku i Kuririna, czy też wtedy, gdy ten drugi ożenił się z #18 dwadzieścia pięć lat później.

Kiedy Goku przeteleportował się w to miejsce, do jego uszu natychmiast doszło echo dywagacji Roshi’ego i Kuririna, którzy jak zawsze sprzeczali się o to samo.

— Nie, nie jest! – zapiał najlepszy przyjaciel Goku.

— Nie możesz mi rozkazywać, gamoniu! Jestem twoim mistrzem i masz mi okazywać trochę szacunku!

— Już dawno temu cię przewyższyłem.

— To nie ma znaczenia! Jestem od ciebie starszy i to wystarczy byś okazywał mi szacunek.

Starzec zamilkł natychmiast, gdy zobaczył saiyańskiego wojownika – Goku!

Kuririn odwrócił się zaskoczony.

— Goku?

Saiyanin przekroczył próg domu Genialnego Żółwia, szczerząc się jak zawsze.

— Cześć chłopaki! – powitał ich, machając ręką.

Roshi wiedział, że ten przybędzie. Tak po prostu. Kuririn także; odkąd jest żonaty, a szczególnie odkąd ma dziecko, ciągle wyczuwał czyjąś energię z okolicy, by móc zawczasu ochronić swoją córeczkę przed jakimkolwiek niebezpieczeństwem.

Genialny Żółw był szczęśliwy mogąc widzieć swojego pupila. Nie omieszkał przy tym okazać przyjemnej zgryźliwości.

— Co cię tu przywiało? Wpadłeś zobaczyć, czy wciąż żyje?

Goku się zaśmiał.

— Mam dobrą wiadomość! Biorę udział w turnieju pomiędzy innymi wszechświatami. Przypomniało mi to stare czasy, więc postanowiłem wpaść i cię o tym poinformować, Kuririn.

Stary znajomy patrzył na niego zaciekawiony.

— Chwila, moment. Potrzebuję więcej informacji. Co to za turniej?

— Też mnie to ciekawi – wtrącił się Roshi.

Nie mając wyboru, Goku wytłumaczył im wszystko najlepiej jak mógł, przy czym on sam miał mało informacji.

Kuririn skrzyżował ręce na piersi, zamyślając się na moment.

— Ten turniej to naprawdę ciekawa rzecz! – rzekł Genialny Żółw – choć poziom może być naprawdę wysoki…

Twarz Kuririna stężała.

— To nie moja liga! Minęło sporo lat, odkąd ostatni raz trenowałem… mimo to mogę z wami pojechać i was wesprzeć!

Kobiecy głos zagrzmiał niewiadomo skąd.

— Nie ma mowy.

Marron właśnie przybyła ze swoją matką. Obie były piękne i ubrane nadzwyczaj stylowo… może nawet zbyt buntowniczo w przypadku #18. Jej wiek nigdy nie zmywał wiecznego piękna. Bycie cyborgiem miało swoje plusy.

— Tato, obiecałeś, że pójdziemy na zakupy. Nie możesz nas teraz zostawić! – powiedziała Marron.

— Oh, całkiem zapomniałem.

Kuririn spojrzał na Goku. Był bezradny.

— Chciałbym z wami polecieć… ale…

Goku położył dłoń na jego ramieniu.

— Nie martw się. Jak wrócę to ci o wszystkim opowiem.

— To powinno być równie ciekawe, jak Gra Cella, no nie?

— Mam nadzieję! Chciałbym, aby tak było. – zaśmiał się.

Goku spojrzał na swoją dłoń i zacisnął ją w twardą pieść, a następnie spojrzał na swojego przyjaciela.

— To mi przypomina nasz pierwszy turniej. Pamiętasz?

Kuririn się trochę rozchmurzył.

— Oczywiście… jak mógłbym zapomnieć? Dobre czasy…

Przez najbliższą godzinę, dwójka przyjaciół wspominała swoje pierwsze wspólne przygody. Potem Goku został zaproszony na posiłek i nocleg w domu Genialnego Żółwia.

--Kilkanaście kilometrów od domu Genialnego Żółwia: Satan City--

Satan City całkowicie kontrastowało z małą wysepką Genialnego Żółwia. Wyróżniało się wielkimi wieżowcami, zerkającymi na typowo żywe ulice miasta. Satan City zostało ochrzczone dwadzieścia siedem lat temu, zaraz po tym, jak największy pseudo bohater świata, pokonał złego Cella. Oczywiście, tylko garstka znała prawdę dotyczącą tejże historii.

Teraz, światowy bohater miał dosyć. Zaiste, starzał się. Często narzekał na ból pleców, tak jak dzisiaj. Kiedy dowiedział się, że do jego willi przybyła Pan, poprosił Buu, aby ten mu pomógł, używając magii.

Dziewczynka zawiesiła ręce na szyi dziadka. Nie przestawała mówić. Ciągle przeżywała całą koncepcję turnieju, nie mogąc się doczekać wzięcia udziału w czymś tak niesamowitym. Szatan nie zrozumiał nic z tej opowieści, wyglądała zbyt fantastycznie. Ale koniec końców, opowieść o Saiyanach wyglądała tak samo, więc dlaczego by nie uwierzyć? Mimo wszystko, uśmiech Pan, kiedy opowiadała o tym wszystkim, budziła w nim chęć do życia. Pod wąsami mistrza zaczął się co raz bardziej uwidaczniać uśmiech… uśmiech, który zniknął natychmiast, po tym jak ten poznał cel wizyty małej. Minęło kilka sekund za nim dziadek odpowiedział.

— Aaaaaaaghh, moje plecy! Moje plecy, znowu! Boli co raz bardziej! Aaaaaaah… to nie możliwe… nie mogę iść… co za wstyd!

Pan nie odpuszczała.

— Ale dziadku…

Buu położył rękę na starcu, trzymając w drugiej ogromnego lizaka.

— W porządku… zaopiekuję się tobą.

— Ty też z nami nie idziesz? – zapytała Pan.

Kolejna pauza. Buu wyobraził sobie siebie, jako zwycięzca turnieju. Gdyby wygrał, mógłby mieć nieskończoną liczbę słodyczy dla siebie. Ogromny uśmiech pojawił się na jego twarzy, za nim czyjś głos nie wyrwał go ze snu na jawie.

— Przesyłka do pana.

Człowiek, ubrany cały na biało, wszedł do pokoju i pokłonił się nisko.

— Moje słodycze? – zapytał Buu.

— Tak, proszę pana. – potwierdził dostawca – Trzy ciężarówki słodyczy.

Buu zapiał ze szczęścia.

— JEJ! Juhuuu huuu!

Pan już wiedziała, że Buu na pewno nie weźmie udziału w turnieju. Kiedy więc ten zajął się słodyczami, Pan zapytała dziadka, czy przypadkiem nie odwiedził ich mały robot.

— Hmmm. A wiec to było to. Myśleliśmy, że to nowy typ kamery szpiegującej, która chciała nas sfilmować. Buu zamienił to w czekoladę i zjadł…

Buu jak zwykle nie przestawał zadziwiać młodej dziewczyny…

Następnego poranka, Goku był gotowy do podróży. Stał zamyślony nad brzegiem oceanu, kiedy Kuririn, razem z #18 dołączyli do niego, by po raz ostatni móc go zdopingować.

— A więc będą nagrody? – zapytała #18.

— Mhm. Myślę, że to życzenie od nameczańskich Smoczych Kul – odpowiedział Saiyain.

Kuririn spojrzał zaskoczony na żonę.

— Interesuje cię to?

Uśmiechając się, odwróciła się.

— Mam tutaj wszystko czego potrzebuje.

Ucałowała policzek męża i wróciła do domu, zostawiając małego mężczyznę ze szminką na policzku.

Z wielkim uśmiechem, Goku przyłożył dwa palce do czoła, spoglądając na przyjaciela.

— Na razie…

Kulilin odpowiedział, śmiejąc się.

— Ufam… że wygrasz!

Obraz Goku z jego pewnym uśmiechem, rozgrzał serce Kuririna, kiedy ten zniknął.

Była dziesiąta rano, kiedy spokój ducha Dende, Wszechmogącego Ziemi, został przerwany. Gohan i Videl przybyli kilka minut wcześniej, lecąc wolnym tempem. Pół-Saiyański naukowiec taszczył walizkę wypchaną ubraniami własnymi, jego brata i ojca.

Dende przywitał ich, by za chwilę wdać się z nimi w tak zwaną gadkę-szmatkę.

Przybycie Vegety i Bulmy było zaskakujące… Książę Saiyan przybył statkiem powietrznym, co należało do jednych z najbardziej rzadkich widoków.

Vegeta pierwszy opuścił statek, z jednym ze swoich złych humorów. Tuż za nim wyszła Bulma, trzymając… małą, srebrną walizkę w ręku.

— Vegeta! Czy mam ci przypomnieć, że MASZ to wziąć? Nie będę twoim lokajem!

— Nie potrzebujemy tego! – krzyknął Książę.

— Vegeta! – warknęła niebieskowłosa kobieta.

Vegeta wyciągnął rękę ze wściekłą miną.

— Daj mi to!

Publiczna sprzeczka powodowała, że czuł się zakłopotany. Wiedział, że Bulma nie ustąpi, toteż złapał walizkę z kapsułami zawierającymi ubrania, przygotowane przez jego żonę, a następnie podszedł do syna swojego największego rywala.

— Gohan. Mam dla ciebie misję.

Gohan wyglądał na zaskoczonego.

— O co chodzi?

— Zaopiekuj się tym – rozkazał, wręczając mu walizkę.

— Vegeta! – krzyknęła Bulma, tuż za nim – Co ty wyprawiasz do cholery?

— Ten dzieciak i tak nie bierze udziału – odpowiedział Vegeta, odwracając się do żony, dużo bardziej spokojny niż wcześniej – Niech się na coś przyda.

- VE-GE-TA!

Gohan chwycił walizkę.

— W porządku Bulma. Nie mam nic przeciwko…

Bulma była wściekła.

— Ale Gohan…

— Zawsze byłeś zbyt uprzejmy – podsumował Piccolo, pojawiając się za swoim pupilem.

Gohan odpowiedział uśmiechem, podnosząc brew na znak akceptacji. Pragnąc zmienić temat, Vegeta mruknął głośno.

— Trunks chyba nigdy nie nauczy się punktualności!

Piccolo odpowiedział niemalże ironicznie.

— Jest tu już od dawna z Gotenem. Poszli wziąć prysznic…

— Oh? Choć raz wstał przed swoim ojcem? – zakpiła Bulma

— Z pewnością nie musiał całą noc…

Vegeta urwał nagle, uświadamiając sobie, że wytłumaczenie jego zaspania mogłoby być nieco wstydliwe.. Szybko zakończył swoją wypowiedź zwykłym „Nieważne”.

— Vargasowie przybyli – poinformował Piccolo, zerkając na swoje wibrujące czułki.

Głowy wszystkich zebranych podniosły się w górę, by zobaczyć jak statek Vargasów i Nameczan ląduje…

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu