DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris & Arctika

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 5, Rozdział 24.

CZĘŚĆ PIĄTA: WALKA DWÓCH GIGANTÓW!

Rozdział 24

Tłumaczenie: Sauron Team


Dwadzieścia siedem lat temu…

Son Gohan stał się chodzącą potęgą. Cell już po paru ciosach zdał sobie sprawę, że chłopak go przewyższył. Powtórzył błąd Vegety, ponieważ pozwolił przeciwnikowi wzmocnić się. I został pokonany. Kamehameha nie przyniosła żadnego rezultatu, dlatego stwór powiększył swoją moc, tracąc na szybkości. Teraz popełnił ten sam błąd, co Trunks, którego przemiana okazała się nieskuteczna. Stwór nie miał żadnych szans. Ciosy Gohana były diabelnie precyzyjne i potężne. Wynalazek doktora zachwiał się, prawie stracił przytomność. Nagle jego ciało przeszył ostry ból, jakby zostało sparaliżowane oraz ktoś rozrywał mu wnętrzności od środka. I w końcu zebrało mu się na wymioty. Wypluł z siebie jakąś istotę.

— To Osiemnastka! Wypluł Osiemnastkę! – krzyknął Kuririn.

Son Gohan spojrzał z góry na androida, leżącego w kałuży białawych soków trawiennych, a zaraz potem znów na swojego przeciwnika. Ten wił się z bólu i po kilku dłuższych chwilach cierpienia zmienił się. Podniósł się z kolan, wciąż przerażony i roztrzęsiony. Był w swoim wcześniejszym stadium, tym samym, które przegrywało z „Super Vegetą”. Koniec dla Cella naprawdę nadszedł. Gdyby nie było Gohana i Goku, Vegeta oraz Trunks wyeliminowaliby go bez problemu. Nawet Piccolo, wzmocniony po treningu w tajemniczej komnacie, poradziłby sobie z nim z palcem w nosie.

— Walka z tobą straciła dla mnie sens – westchnął Gohan. Nastolatek poczuł znużenie. – To Twój koniec.

Zielony stwór zacisnął pięści z wściekłości. Jak? Jakim cudem szczeniak mógł mieć tak wielką moc? Nikt nie może go pokonać. To nie było możliwe.

— Ty… Zapłacisz mi za to! – wykrzyknął Cell, nadymając się jak balon. Skoncentrował całą energię swojego ciała, powiększając je kilkukrotnie. Gdy osiągnął maksimum, oznajmił Gohanowi, podśmiewując się pod nosem.

— Nie, to koniec dla was! W ciągu minuty moje ciało eksploduje. Nie umrę samotnie! Zabiorę ze sobą wszystkich mieszkańców tej planety!

— Ale jak to?! – wysyczał syn Goku, zastanawiając się, jak mógł do tego dopuścić.

— Nie próbuj mnie błagać chłopcze, nawet nie potrafię tego przerwać!

— Nie pozwolę Ci na to! - Gohan gotów był zaszarżować na wroga, zaciskając zęby ze złości.

— Oj, nie radziłbym tego robić. Jedno muśnięcie może spowodować przedwczesną eksplozję – Cell zarechotał i rzekł – Trzydzieści sekund!

Młodzieniec spanikował. Co zrobić, przecież zniszczy wszystko i wszystkich.

— Dwadzieścia sekund!

— Ojciec miał rację! Nie wziąłem pod uwagę zagrożenia. Poczułem się zbyt pewnie! Cholera!

Młody wojownik upadł na kolana, bijąc z wściekłości pięściami o ziemię i zostawiając wgłębienia.

— To moja wina! Powinienem zakończyć tę walkę od razu!

— Dziesięć sekund!

Cell był uradowany. Zwycięży, nawet jeśli umrze. To będzie piękna śmierć. Jego sen się spełnił. Osiągnął idealne stadium ewolucji, żeby pokonać Goku, a nawet jego syna, przewyższającego go siłą. Sprowadził na świat tyle strachu, tyle terroru. To było bardzo przyjemne. Dlatego przechwalał się nadal...

— Jest remis, ale satysfakcjonuje mnie strach, wypisany na waszych twarzach! Ha ha ha!

Nagle Cell przestał się śmiać. Pomiędzy nim, a Gohanem, pojawił się Goku.

— Co? - powiedział zdumiony, gdy Goku położył rękę na jego nabrzmiałym brzuchu.

— Dobra robota Gohan! Byłeś wspaniały!

— Ta... Tato?

— Powiedz mamie, że przykro mi. Muszę odejść...

Po wypowiedzeniu tych słów, Goku teleportował się razem z Cellem, ratując Ziemię i swoich przyjaciół. Po chwili pojawili się na małej, zielonej planecie, zaludnionej przez niskiego, niebieskiego boga i jego małpę.

— Przepraszam, ale nie miałem innego wyboru - Tyle zdążył powiedzieć, zanim nieprzyjaciel uległ detonacji, krzycząc z rozpaczy.

Goku gorliwie przepraszał Północnego Kaio, ponieważ przez niego on i Bubbles byli martwi. Lecąc do pałacu Enmy, zaczął się zastanawiać.

— Nie widzę nigdzie ducha Cella, czy trafił prosto do piekła?

Nagle Kaio zatrzymał się.

— Masz rację. Nie ma go tu! Jednak po śmierci każdy musi spotkać się z Enmą!

— Co to oznacza? - spytał Goku, po czym doszedł do wniosku, który przyprawił go o dreszcze.

— To znaczy, że nie umarł! On nadal żyje!

— Ale, jak to możliwe?

Na Ziemi wszyscy zebrali się nad pogrążonym w rozpaczy Gohanem. Kuririn podszedł do Osiemnastki i podniósł ją. a Vegeta zapytał.

— Co robisz z tym androidem? Jeśli nadal żyje, zabij ją!

— Nie! - zareagował gwałtownie Kuririn - Ona nie jest wcale zła...

Nagle gwałtowny wiatr odepchnął całą grupę, otaczając ich burzą piaskową. Ze środka tej burzy emanowała aura zła, potężna, otoczona niebieskim gromem. Nikt nie widział do kogo należy, ale wszyscy zbyt dobrze znali to ki.

— Ta... Ta aura należy do... - zaczął Vegeta.

— Nie! - krzyknął przerażony Trunks.

— To niemożliwe - powiedział Piccolo przez zaciśnięte zęby.

A jednak stało się. Potwór rozłożył ręce i wyciągnął palec. Nagle cienki strumień poleciał w stronę grupy. Minął Piccola, Vegetę i Gohana, lekko raniąc Tenshinhana, na końcu uderzył w Trunksa, przeszywając go na wylot. Młodzieniec upadł bezwładnie na ziemię.

— Ha ha ha! Kto jest tym szczęśliwcem? - spytał potwór - O? Czy to Trunks?

Wszyscy zwrócili się w stronę znajomego głosu. Gdy dym opadł, ujrzeli go, stał tam idealny Cell. Jego przerażająca ki była jeszcze większa niż przedtem, a jego ciało pokryte aurą podobną do tej, którą miał Gohan na drugim poziomie Super Saiyanina.

— Jak? Jak mu się to udało? - spytał Yamcha.

Cell wyjaśnił od razu, ponieważ chwilę wcześniej był tak samo zaskoczony. Centralne jądro, z którego powstał, nie uległo zniszczeniu, więc mógł się odrodzić. Tak jak Piccolo. A dzięki Saiyańskim komórkom wrócił silniejszy, przetrwawszy to, co miało być śmiertelną raną.

— Dodatkowo - kontynuował - Goku nauczył mnie techniki natychmiastowego przemieszczania się. Więc jestem doskonalszy niż wcześniej! Nie udało mu się mnie zabić oraz zostawił mi świetny prezent!

Gohan, wróciwszy wcześniej do stanu zwykłego Super Saiyanina, wstał i raz jeszcze przekroczył ten poziom mocy, złoszcząc się. Jego włosy wyprostowały się ku górze, ciało otoczyły wyładowania elektryczne w formie błyskawicy. Uśmiechnął się.

— Co się tak bawi, chłopcze? Nagle zwariowałeś? - zagadnął zielony stwór.

— Cieszę się, bo mogę pomścić ojca. Musiał się poświęcić przez moją arogancję. Teraz Cię zniszczę, potworze!

— Żałosne - splunął - Nie bądź taki pewny siebie... To nie będzie łatwe.

Vegeta, stojąc za Gohanem, odwrócił się, żeby zobaczyć przemianę. Jednak jego oczy spojrzały w kierunku Yamchy i Tenshinhana, opiekujących się Trunksem. Biedny chłopak, klatka piersiowa była przeszyta na wylot, a on wydawał ostatnie tchnienie.

— Tru... Trunks...

Nagle wstrząsnął nim gwałtowny wybuch gniewu, myśląc o wszystkich zabitych. Przypomniał mu się Kakarotto, poświęcający się dla przyjaciół i jego syn, któremu odebrano życie, bez żadnej możliwości do obrony. On, książę Saiyan, powinien pokonać Cella, a nie ten dzieciak! Wrzeszcząc, popędził w stronę wroga, zaskoczonego reakcją wojownika. Zmienił się w Super Saiyanina, z całą siłą wypuścił wręcz maksymalną falę energii w stronę kreatury. Nie przestał na jednym pocisku, nieustannie strzelał do rywala, nie bacząc na własne bezpieczeństwo. Czerpiąc siłę z gniewu, pozyskał ogromną moc do ataku. Przestał po kilkudziesięciu sekundach, wymęczony... Przez chwilę sapał z wysiłku... Niespodziewanie Cell pojawił się przed nim, bez najmniejszego zadrapania czy siniaka. Uderzył Vegetę wierzchem dłoni, posyłając go na bolesne spotkanie z ziemią. Był jeszcze przytomny i zdołał utrzymać legendarny poziom, ale nie mógł się ruszyć. Nie potrafił uniknąć następnego ciosu.

— Zginiesz, Vegeta!

Wynalazek doktora Gero krzyknął, posyłając kulę w stronę księcia. Gohan postanowił spróbować i uratować przyjaciela, ale było za późno. Nie miał dość szybkości. Atak uderzył nastolatka z lewej strony, wybuchając przez dotyk. Kiedy dym opadł, zraniony chłopak leżał na Vegecie, ciągle niezdolnym do jakiegokolwiek ruchu. Młody Super Saiyanin wstał powoli, z bólem uświadamiając sobie, że ledwo rusza lewą ręką i nogą. Wstając, utkwił wzrok w przeciwniku.

— Dość tej rozrywki. Bawiłem się nieźle, czas to zakończyć - rzekł Cell, przybierając postawę do Kamehamehy. Gohan nie wierzył własnym oczom. Piccolo, sparaliżowany tym, co się działo, spytał czy Kuririn ma jeszcze fasolki. Niestety, zużyli wszystkie po bitwie z synami Cella. Nameczanin skrzywił się z bólu. Jego najlepszy przyjaciel mierzył się sam, zraniony, przeciwko silniejszej, idealnej istocie.

— Już czas – wróg kontynuował – Zginiesz wraz ze swoją planetą!

Jego ki gwałtownie wzrosło, nie było żadnego porównania z jego wcześniejszą mocą. Vegeta, teraz znajdujący się za chłopakiem, zaczął się czołgać.

— Co za upokorzenie! Jestem dla Ciebie tylko ciężarem. Przepraszam, Gohan.

Te słowa bardzo zaskoczyły syna Goku. Jeśli Vegeta przepraszał... Oznaczało to, że naprawdę nie widział cienia szansy na zwycięstwo... Nawet Piccolo klął z powodu swojej bezsilności.

— A więc? - rzekł z dumą w głosie Cell – Moja siła może zniszczyć nie tylko Ziemię, ale cały Układ Słoneczny. Dalej, Gohan, pokaż swoją pełną moc!

Wydawało się, że młodzieniec przyznał się do porażki. Przeciwnik upewnił się w tym przekonaniu, gdy zauważył, że tamten mówi sam do siebie. Po kilku sekundach dostrzegł jednak, że znalazł on w sobie trochę determinacji. Widział, że skupił całą energię i wystrzelił Kamehamehę za pomocą jednej ręki.

— Giń! - wykrzyczał Cell, atakując ze śmiechem.

Dwie Kamehamehy połączyły się w jedno, formując przy tym ogromną, połyskującą kulę, wywołującą trzęsienie ziemi... Obydwa ataki zostały wystrzelone z taką samą siłą, ale po chwili nastoletni Super Saiyanin osłabł.

— Cell ma przewagę! - krzyknął Piccolo – Cholera!

— To już wasz koniec! - obiecał android – Skończę z wami raz na zawsze!

Goku próbował przekazać synowi swoją siłę i odwagę przez Północnego Kaio, żeby ten mógł pokonać Cella, ale mimo usilnych starań chłopak upadł na kolana.

— Nie mogę... Dłużej walczyć... Przepraszam tato. Już nie dam rady, on jest zbyt silny!

— Nie, Gohan! - krzyknął jego ojciec – Uda Ci się! Pokonasz go! Musisz w siebie uwierzyć i wyzwolić całą moc!

Jednak młodzieniec był wyczerpany, nie mógł nawet utrzymać poziomu Super Saiyanina 2. Cell krzyknął triumfalnie.

— Żegnaj! Pozdrów swojego ojca!

Na oczach wszystkich Kamehameha Cella zmiotła sylwetkę Gohana. W powietrzu unosił się tylko pył. Z ciała chłopaka nie zostało absolutnie nic. Android wygrał turniej, który sam stworzył. Z dumą wpatrywał się w krater stworzony przez swój atak. Przeciwnika, zdolnego mu się przeciwstawić, już nie było. Zostało kilku ludzi i Nameczanin, nadal zszokowani, ciągle wpatrujący się w miejsce wydarzeń. Utracili wszystko w parę sekund. Nie byli dla niego żadnym zagrożeniem. Kuririn padł na kolana. Tenshinhan i Yamcha ledwo stali. Piccolo stracił właśnie przyjaciela, najbliższego mu człowieka. Czuł wielką rozpacz. Zdawał sobie sprawę, że za chwilę on również zniknie. Kiedyś ochraniał ziemię jako Kami... A co z Dendem? Dopiero zyskał miano Wszechmogącego. To niesprawiedliwe. I Gohan? Jego ojciec bardzo w niego wierzył i jakie przyniosło to skutki! Głupiec! Wystawił swoje dziecko na pewną śmierć!

— To koniec – szepnął, a jego oczy rozszerzyły się z przerażenia.

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu