DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris & Arctika

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 7, Rozdział 31.

CZĘŚĆ SIÓDMA: TAK DŁUGO OCZEKIWANA PRZERWA OBIADOWA!

Rozdział 31

Tłumaczenie: Sauron Team


Cała ta sytuacja przytłoczyła organizatorów. Oczywiście przygotowali ogromną ilość jedzenia, ale... Nie byli na to gotowi! Widzowie i uczestnicy jedli przeróżne potrawy. Nie było kłopotu z publicznością, jednak zawodnicy pochłaniali o wiele więcej niż oczekiwano. Gdy wszystkie sekcje złożyły zamówienia, okazało się, że zbyt wiele wojowników poprosiło o potężne ilości jedzenia. W końcu szef kuchni musiał zmienić swoje plany. Postanowił, że zamiast obsługiwać jednocześnie wszystkie dwadzieścia sektorów, skupią się na jednym. Zrobią to losowo, a nie od pierwszego do ostatniego, patrząc pod kątem potraw, które mieli już gotowe. Niektórzy szybko dostali swoje jedzenie, inni otrzymali tylko część zamówienia, a pozostali siedzieli przy pustym talerzu przez kilka długich minut. Główny kucharz mocno się zestresował, po jego skórze spływał zimny pot.

W pierwszym świecie, gdzie przebyli Kaioshini, posiłek nie był bardzo wyjątkowy. Kobieta wzięła mały rozmiar, natomiast reszta średni. To tylko troszkę więcej niż przewidywano, więc było w porządku. Kucharz nie znał dokładnej liczby osób zgłoszonych do turnieju, ale było ich przynajmniej dwunastu. Jedni brali małe porcje, drudzy średnie (ale to ciągle było dużo - mała porcja wystarczy dla całej rodziny Varga. Co dziwne, w świecie 3 tylko trzy porcje o różnej wielkości były podane. Jednak później cały plan został całkowicie przewrócony do góry nogami. Sytuacja zaczęła się w pomieszczeniu kontrolnym świata numer cztery, gdzie była tylko jedna istota - Buu. Niscy, fioletowi Varga zarządzającym tym sektorem, przyszli do głównego kucharza. Czuli zakłopotanie, pocili się ze zdenerwowania. Dlatego tamten odezwał się pierwszy.

— Niech zgadnę, następny, który nie chce małej porcji, ale średnią?

— No... Nie do końca - odezwał się jeden z przybyłych z wahaniem w głosie.

— Więc co? Jeśli chodzi o dużą, mów śmiało. Już podaję.

— Nawet nie... Chodzi o jeszcze więcej niż o gigantyczną.

— Czyżbym pomylił wszechświat? Duża porcja powinna nasycić jeden z nich, składający się z kilku osób.

— Najgorszy jest fakt, że chodzi o przynajmniej trzy zamówienia takiej wielkości...

Kucharz był zszokowany. Trzy takie dania?! To było nie do pomyślenia! Wystarczyłoby na wykarmienie całego miasta pełnego ludzi z ich rasy. Niewiarygodne!

— Dobrze. Nie mamy wyboru, trzeba brać się do roboty - główny kucharz próbował zachować spokój. Zupełnie jakby wcześniej przewidział całe zajście, co oczywiście nie było prawdą. Po zanotowaniu tego przesadnie ogromnego życzenia, kucharz włączył maszynę do przygotowywania posiłków. Od razu zawołał innego ptakopodobnego stwora, odpowiedzialnego za piątkę.

— Żadnych zamówień z tego wszechświata - odezwał się Varga, w prawej dłoni trzymając pustą kartkę, przeznaczoną do zapisywania dań.

— Jak to możliwe? Ale w porządku, jest to ulga po tym, czego chce czwórka. Następny! - zawołał na koniec, przygotowując się na kolejną listę dań.

Przyszła kolej na numer szósty, gdzie przebywał gang Bojacka oraz grupa dziewczyn. Ta druga ekipa poprosiła o dwie małe porcje - wzięły sobie do serca radę opiekuna ich sektora i postanowiły dzielić się między siebie jadłem. Bojack (określony zabójcą dzieci, przez dziewczyny z tego samego świata), tak jak Bujin, zażyczyli sobie średnie dania, a Zangya - małe. Kto by pomyślał, że wszystkie kobiety na turnieju będą dbały o linię? Oczywiście główny kucharz. I jak zawsze, rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż oczekiwania. Następny wszechświat również wywołał szok. Nameczanin, wysoki na ponad dwa metry (może sięgał trzech), musiał jeść dużo. Wyglądał na bardzo silnego, z pewnością zużywał mnóstwo energii. Szef kucharzy obstawiał, że będzie konieczny gigantyczny posiłek. Nic bardziej mylnego.

— Prosi tylko o wodę, nic więcej - rzekł Varga do szefa.

— O wo...wodę? Tylko o wodę? Hmm... Dobrze. Dobrze, niechaj tak będzie. To w końcu Nameczanin.

Szefa kuchni nadal oblewał pot. Ta praca była wyjątkowo żmudna, a na dodatek nigdy nie wybaczyłby sobie odrzucenia jakiegokolwiek zamówienia. W świecie ósmym znajdowało się wielu uczestników, dlatego też zamówili oni wiele różnych potraw. Ale przynajmniej porcje wydawały się rozsądne. To samo tyczyło się dziewiątki, mieszkańcy też zamawiali z umiarem. Na szczęście nie było już nikogo z uniwersum dziesiątego. Główny kucharz pogodził się już z myślą, że będzie musiał przygotować sporo jedzenia dla tego wszechświata, ponieważ został wcześniej poinformowany, że Saiyanie mają wielki apetyt. Odetchnął z ulgą po otrzymaniu wieści o rezygnacji, jednak jego radość nie trwała długo. Dwie ogromne porcje zostały zamówione przez Majin Buu z sektora jedenastego. Jak można tyle zjeść?!

Wracając do zawodników - Trunks z dwunastki zamówił średnią porcję, a Android 16 nic nie jadł. Następny w kolejce był świat trzynasty, w którym znajdowało się czworo Super Saiyan. Tym razem kucharz mógł (prawie) przewidzieć jakie dostanie zamówienia. Obstawił, że będą to cztery duże porcje. Jednak zamówili cztery ogromne. Ci Saiyanie byli zbyt dumni, żeby zamówić mniej jedzenia, a skończyło się na tym, że Nappa nie był w stanie dokończyć swojej. Z Trunksem było odwrotnie. Złożył, jak na niego, niewielkie zamówienie i po skończeniu posiłku był nadal trochę głodny. Ostatnia walka w postaci Super Saiyanina kosztowała go wiele energii. W świecie czternastym, gdzie znajdowały się tylko dwa cyborgi, obstawiono, że dwie małe porcje wystarczą. Kucharz zaczął popadać w depresję. Co się stanie, gdy zabraknie im składników? Albo rąk do pracy? Przecież jego kariera legnie w gruzach! Kiedy wszedł Varga ze świata piętnastego zaczął walić głową w ścianę. Każde zamówienie było o wiele większe, niż przewidział!

— Niech zgadnę... Zaplanowałem, że zamówią małe porcje, ale chcą dużych, racja?

— Ach, nie - zapewnił Varga będąc lekko zaskoczony. Nie wiedział, jakie zamówienia składały inne światy.

– Wszyscy zamówili małe porcje.

— Zwycięstwo! Moja kariera jeszcze się nie skończyła! Taaaak!

Szef kuchni cieszył się jak małe dziecko, zaczął tańczyć z radości. Jednak jego euforia nie trwała długo.

— Mam zamówienia ze świata szesnastego - zakomunikował Varga, stając obok kucharza, który nadal był w pląsach.

— Słucham Cię, przyjacielu. Wszyscy zamówili średnie porcje?

— Och, nie. Jedna osoba poprosiła o małą porcję, a kolejne o sześć ogromnych.

— Mówisz o sekcji szesnastej? Chwileczkę, to na pewno musi być jakaś pomyłka. Z tego co wiem, znajdują się w nim dwie kobiety oraz jedna dziewczynka, prawda? Przecież to niemożliwe, aby tylko jedna z nich zamówiła małą porcję!

— Dziewczynka już nie żyje. Najstarsza kobieta zamówiła małą porcję, a ta druga poprosiła o ogromną.

Kucharz chyba zakrztusił się powietrzem, bo nagle zaczął kaszleć.

— Ogromna porcja?! Dla kobiety?! - szef poczuł, jak kolana mu się uginają. Wszystkie jego planowania szlag trafił, a podstawowa zasada legła z gruzach. Czym sobie na to zasłużył? Te istoty były okropne! Jadły wszystko!

— Po tym turnieju zmieniam pracę... - dodał, spoglądając na ogromne zamówienia.

Cell ze świata siedemnastego niczego nie zamówił. Natomiast świat osiemnasty poprosił o, dosłownie, masę jedzenia. Każdy ze wszechświata dziewiętnastego zamówił małą porcję. A w uniwersum dwudziestym... Nie było żadnego zamówienia! Nic! Istniała jeszcze szansa na uzupełnienie zapasów żywności poprzez wykorzystanie popcornu i hot-dogów, które miały być dla publiczności. Tyle powinno wystarczyć.

— Uff... Już prawie koniec - odetchnął, kończąc ostatnie posiłki.

Wykończony opadł na fotel. Wtedy kolejny Varga przybył do niego ze złymi wiadomościami.

— Umm... Ale jak my dostarczymy te ogromne porcje do wszystkich uczestników?

Cholera! Korytarze były za wąskie, aby przetransportować to całe jedzenie!

— Nie... Koniec, mam już dość! Żegnaj! - krzyknął, uciekając w popłochu.

Trzeba przyznać, że Varga byli dobrze zorganizowani, ponieważ zaplanowali wszystko z wyprzedzeniem. No, może nie w kwestii jedzenia, ale już liczba pracowników podających je była odpowiednia. Pracowało około dwóch tysięcy małych Varga. Pojawili się nagle wśród trybun, żeby obsłużyć dziesięć milionów głodnych widzów. Jedni mieli proste tace wypełnione słodyczami, inni ciągnęli wózki z napojami i oferowali przekąski. Na środku asteroidy, gdzie chwilę temu miał miejsce turniej, kolejnych tysiąc Varga pomagało gotującym Nameczanom. Po przygotowaniu jedzenia dla widzów kucharze nadal byli bardzo zajęci gotując zamówienia dla uczestników turnieju. Jeden z Varga zauważył zamrożonego uczestnika ze świata 20.

— Taki blok lodu na pewno nie będzie jadł - zauważył nieco wnikliwiej.

Kaioshini również dyskutowali na temat Legendarnego Saiyanina, przebywając w swoim sektorze.

— Jak silny jest Broly, waszym zdaniem? - spytała bogini.

— Podobno jest dużo mocniejszy od nas, prawda? - Kaioshin Południa chciał się dowiedzieć.

— Czy naprawdę powinniśmy się na to zgodzić? - bał się najmłodszy - Chodzi mi o to, że chociaż jest zamrożony niebezpiecznie jest go tu trzymać.

— To nie my o tym decydujemy - najstarszy z bogów udzielił odpowiedzi - Kiedy zdecydowaliśmy się na organizację tego turnieju, Varga poprosili nas o nie wtrącanie się do wyboru uczestników. Zaakceptowaliśmy to, więc będziemy się tego trzymać.

— Tak, ale ten Broly powinien zostać potraktowany poważniej - znowu odezwał się Wschodni Kaioshin - Tak samo było z Majin Buu. Jak to, nie możemy nic z tym nie zrobić? Co, gdybyśmy nie poradzili sobie z Bibidim?

Na te słowa wszyscy bogowie zwrócili swój wzrok na sektor świata 11, gdzie Babidi, syn czarodzieja Bibidiego, czekał na dalszy ciąg turnieju. Za nim stał Majin Buu, który szczerzył się jak dziecko. Podczas walki z Bujinem bogowie mieli okazję zobaczyć namiastkę siły różowego potwora. Chociaż Majin Buu różnił się nieco od ich oczekiwań, oczywiste było, że ma potężną moc. A co gorsza, w świecie 4 również znajdował się wojownik o tym samym imieniu. Jego ciało było o wiele lepiej przystosowane do walki, a poziom mocy ewidentnie przerastał poziom jego odpowiednika ze świata 11, nie wspominając już o inteligencji.

— Nie martw się - zapewnił go Południowy Kaioshin, biorący udział w turnieju - Z pewnością są tutaj bardzo silni wojownicy, jednak Varga posiadają system, który odsyła niesfornych uczestników z powrotem do ich światów. Żadne zagrożenie nie istnieje, nie ważne czy będzie to Majin Buu, Broly, czy ktokolwiek inny. Jeśli chodzi o resztę, zostaw to mnie - powiedział żartobliwie.

Jego towarzysz uśmiechnął się. Najsilniejszy z czwórki bogów miał w zwyczaju ufać innym. Wydawało mu się, że oprócz dwóch, trzech wojowników reszta nie stanowiła większego problemu. Cały świat 10 wycofał się po tym, gdy ośmiu uczestników przegrało walki. A sektor 2? Nikt z nich nie wydawał się naprawdę silny, ale póki co żaden nie miał okazji walczyć. Niedługo miało się to zmienić. Większość wydawała się radosna. Wielu wojowników było naprawdę niskich, co więcej, dużo czasu spędzali na zabawie. Było też kilku bardziej dojrzałych osobników, którzy wyglądali na dorosłych, więc wydawali się silniejsi. Ale co właściwie ich łączyło? W odróżnieniu od innych światów, członkowie drugiego uniwersum nie spotkali się nigdy wcześniej przed turniejem. Wielu z nich było wybieranych pojedynczo przez rasę Varga. I dla wielu z nich turniej, gdzie brali udział nawet bogowie, nie wydawał się najbardziej odpowiednim miejscem. Wśród uczestników dało się wypatrzeć dziewczynkę noszącą biały t-shirt z imieniem "Arale", albo małego diablika, niewiele starszego od niej. Gdy tylko spod ziemi wysunęły się stoły, paru bywalców od razu domyśliło się, że nadeszła pora obiadu. Idealna okazja dla wszystkich, żeby się bliżej poznać.

— Jestem Shu - zaczął szesnastolatek w biało-pomarańczowo-brązowym stroju, przedstawiając się siedzącemu obok chłopakowi w pomarańczowej bandanie. Tamten jednak nic nie odpowiedział. Czyżby był niepełnosprawny umysłowo? Jakby o tym bardziej pomyśleć, to ten człowiek nie odezwał się ani słowem od samego początku. Od innych osób Shu był w stanie dowiedzieć się, że imię jego sąsiada brzmiało "Osiem". Dlatego nie zawahał się ani chwili, by jeszcze raz spróbować zmusić towarzysza do wykrztuszenia chociażby słówka, ale jego próba skończyła się tym, że obaj przez dłuższą chwilę patrzyli się tępo na siebie. Z tego powodu Shu próbował skupić swoją uwagę na kimś innym. Jego wzrok spoczął na dziewczynie z napisem 'Arale". Ta bawiła się w najlepsze z jakimś jegomościem jej wzrostu (kimś kto założył maskę gazową), a także pacała patykiem różową kupkę z oczami i ucieszoną mordką z brakującym jednym zębem. Shu i jego "rozmówca" odwrócili głowy z niesmakiem. Tym razem ich uwagę przykuł dziwny, niebieski kot. Jak on się nazywał? Gdzieś już słyszał to imię, ale nie mógł sobie przypomnieć. W końcu rozjaśniło mu się w głowie: Nekomajin Z. Dziwaczny wygląd oraz jeszcze dziwniejsze imię, pomyślał. Stworzene rozmawiało z dwoma małymi diablikami, wielkości samego Shu. Oba posiadały odstające uszy, jak zresztą znaczna większość przybyszów z tego świata. Czy to jakaś ich cecha rozpoznawcza? Jeden z diabłów wyglądał nieludzko, a drugi, o bardziej humanoidalnym kształcie, wyróżniał się różowawą skórą. Odgarnął włosy do tyłu i słuchał przechwałek kota.

— W moim świecie to ja jestem najsilniejszy! Wygram ten turniej, na sto procent! Widziałeś gości z osiemnastki? Oni są też w moim świecie. I wszyscy są moimi przyjaciółmi. Jako dowód szacunku noszą takie same ciuchy jak ja, widzicie?! - Noszący czerwone kimono kot szarpał diabliki za ich koszule i kontynuował - Jestem potężniejszy niż wszyscy inni.

— Moje imię to Beelzebub - przerwał mu nagle różowoskóry - I wiesz co, zastanawia mnie ten gościu z jedenastki.

— Ten wielki różowy balon? - zapytał jakiś inny dzieciak, również posiadający szpiczaste uszy.

— Nie, ten drugi, Dabura. Przypomina mi mojego ojca. Jest niższy od niego... Ale co, jeśli to naprawdę on?

— Twój ojciec dostał niezłe lanie - skwitował krótko Nekomajin.

— Jak śmiesz! Mój tatuś jest znacznie silniejszy od niego! To po prostu dziwne, że są tacy podobni, to wszystko!

— Może dobrze by było, jakbyś z nim pogadał... Wiesz... No... Zanim kopnie w kalendarz.

Dabura był w opłakanym stanie i powoli umierał. Jeśli Beelzebub chciał się dowiedzieć czegokolwiek o nim, to musiał dowiedzieć się tego szybko. Ale jeszcze nie była pora na to, bo przybyło jedzenie. Zanim usiadł do stołu, wzrok różowoskórego diablika spotkał się z Tapionowym z trzeciego uniwersum. Nie walczył jeszcze, ale wyglądał na pewnego siebie. Czy był silny, czy posiadał jakieś specjalne moce, a może po prostu mamił oponentów takim spojrzeniem? Nikt ze świata drugiego nie znał odpowiedzi, więc zżerała ich ciekawość. A jeszcze bardziej intrygującą postacią był cień, który nie wychylał się poza ramy wejścia do trójki. Nic nie jadł, nikt mu nie towarzyszył przy posiłku. Byli tego świadkami, ponieważ w sektorze 3 pojawił się tylko jeden stolik, przy którym usiadł Tapion. W tym samym czasie u nich pojawił się nakryty obrusem mebel. Gdy każdy w tych obu sekcjach dostał swoją małą porcję, Varga mieli do rozwiązania większy problem z dostarczeniem ogromnych ilości jedzenia dla sektora świata 4. W końcu zdecydowali się dowozić posiłki za pomocą anty-grawitacyjnych pojazdów.

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu