DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 1, Rozdział 1.

Część pierwsza: Całkiem dziwny turniej!

Rozdział 1

Tłumaczenie: Senti


Piękny poranek zagościł na Ziemi, oblewając słonecznym ciepłem bezchmurne, błękitne niebo. W pewnym prostym, miejskim domku, dwójka rodziców przygotowywała solidne śniadanie. Kiedy skończyli, Son Gohan zawołał swoją córkę, „Pan, śniadanie gotowe!”

„Czy ona w ogóle wstała?” zapytała żona Gohana, Videl, kładąc na stole ostatnie pudełko płatków śniadaniowych. Gohan nie miał nawet czasu na odpowiedź, kiedy ktoś zaczął pospiesznie zbiegać po schodach z piętra wyżej. Uśmiechnął się szeroko, drobnym ruchem poprawiając okulary.

„Bez wątpienia, wstała,” pomyślał.

Czternastoletnia dziewczynka ubrana w kimono, z czerwonym kijem zawieszonym na plecach, właśnie otwierała wyjściowe drzwi.

„Mamo! Tato! Wychodzę!”

„Hej! A gdzie ty się wybierasz tak ubrana?” zapytała matka.

„Dziadek mi obiecał, że dziś będziemy trenować z Uubem. Nie mogę tego przegapić!”

„Przecież ty nawet nie wiesz, gdzie oni są,” odpowiedział Gohan, sięgając po napój.

O mało nie rozlał pomarańczowego soku, poczuwszy nagle niesamowicie silną energię.

Była daleko od miejsca, w którym aktualnie się znajdowali, jednak mimo to mógł spokojnie wykryć jej źródło. A skoro on mógł, to i Pan mogła. Ta skinęła szyderczo w stronę ojca i za nim trzasnęła drzwiami z zewnątrz (odrobinę za mocno) zawołała:

„No to lecę!”

„Ale… to dziecko naprawdę robi co mu się żywnie podoba…” westchnęła Videl.

Gohan uczynił to samo, czując ogarniającą go bezsilność. Zaczął śledzić energię córki, pogrążając się w tym stanie przez najbliższe 10 minut.

„Nie martw się Videl.” Pocieszył ją. „Będzie z moim ojcem, więc nic jej nie grozi. A przynajmniej nic wielkiego…”

„Ale ona ma dziś rano szkołę!” zaprotestowała Videl, wciąż zła.

„Bez obaw, nadrobi to. I pozwól że ci przypomnę” zaczął Gohan, podnosząc się, „Ja także opuściłem kilka lat nauki, będąc jeszcze młodszym niż ona.”

Videl westchnęła, spoglądając w międzyczasie przez okno. Pan właśnie wzbiła się wysoko w górę na żółtej chmurce, zakreślając szerokie łuki w powietrzu.

„Wciąż uważam, że ma za dużo luzu…”

„Nic się nie stanie jak opuści kilka zajęć. I tak jest w ostatniej klasie. A na dodatek ma więcej talentu niż ja. „

„Mamy pokój…” Videl nie dawała za wygraną. „Jej priorytetem jest szkoła, a walczyć może sobie w wolnym czasie!”

„Przestań,” skwitował krótko Gohan, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. „Przypominasz mi moją matkę.”

„Ja po prostu chcę być pewna, że później znajdzie dobrą pracę. Walka nie powinna być tak ważna…”

Gohan wstał od stołu i podszedł bliżej do żony, kładąc dłoń na jej ramieniu.

„Tak po prostu bywa. I nic z tym nie zrobisz… Przecież wiesz, że naśladowała swojego dziadka, zanim jeszcze zaczęła chodzić. Nie martw się, poradzi sobie.”

„Ale z pewnością-„

„Jeśli cię to uspokoi, ojciec wpadnie do nas dziś wieczorem.”

Twarz Videl rozpromieniła się. „To świetny pomysł!”

Gohan spojrzał na zegarek, uświadamiając sobie, że zaraz spóźni się do pracy! Coś, co jeszcze nigdy nie miało miejsca.

„Idź kochanie. Bo się spóźnisz.” – stwierdziła jego żona.

Górzyste pustkowie, odizolowane od jakiejkolwiek cywilizacji, co chwila przyszywało echo toczonej walki. Fale uderzeniowe bębniły wściekle w ziemię, niepokojąc wieśniaków zamieszkałych dalekie kilometry stąd. Ba, mogli nawet usłyszeć huki trwającej bitwy. Wojownicy nie ograniczali się, w pełni uwalniając swoją moc.

Skamieniałe pustkowie stało się zatem świadkiem walki pomiędzy dwójką niebywałych wojowników. Choć dla nich była to tylko rozgrzewka, to dla zwykłego człowieka taki wycisk byłby absolutnie niemożliwy. Moc, którą prezentowali, spokojnie przekraczała łączną siłę miliarda ludzi.

Po paru minutach treningu, przyjaciele, mistrz i uczeń, postanowili trochę odsapnąć, przy okazji zaczynając pogawędkę.

„Nie uroniłem nawet jednej kropli potu, mistrzu” powiedział Uub, dwudziestoletni, czarnoskóry chłopak, ubrany w specjalny pomarańczowo-czerwony mundur przeznaczony do tego typu pojedynków. „Co więcej, nie jestem nawet zdyszany…”

„Taki jest cel tego treningu.” odpowiedział Goku, drapiąc się po głowie jednym palcem w geście zakłopotania. „Twoja propozycja treningu, mogłaby zniszczyć planetę.”

Uub, siedząc na jednym z kamieni rozejrzał się dookoła, obserwując miejsce, gdzie przed chwilą toczył walkę ze swoim mistrzem.

„Tiaa, to miejsce i tak jest wystarczająco zdemolowane przez nasz trening, nieprawdaż?” zauważył Uub, cały czas się rozglądając.

„Oh, nie martw się, to nie nasz pojedynek spowodował takie szkody. No… może troszkę, ha ha” stwierdził Goku, przywołując pewne wspomnienie. „Jeśli dobrze sobie przypominam, to właśnie tutaj stoczyłem pierwszą walkę z Vegetą.”

„Z Vegetą? Naprawdę?” wykrzyknął Uub.

Młody wojownik zamknął oczy, zapamiętując krajobraz i starając sobie wyobrazić na nim tenże epicki pojedynek sprzed trzydziestu laty.

Goku wstał nagle, otrzepując dłonie. „Dobra, gotowy? Jeśli tak to kontynuujmy!”

„Tak jest!” odpowiedział Uub ze świeżym entuzjazmem.

„Świetnie. Tym razem mam nadzieję, że uda ci się przekroczyć swój aktualny poziom! Tak jak zawsze, staraj się za mną nadążyć.”

Goku wyprostował się całkowicie, rozszerzając lekko nogi. Trzymając zaciśnięte pięści na wysokości bioder, uwolnił swoją moc, nie zmieniając się nawet w Super Saiyanina. Niebiesko-biała aura otoczyła go, rozwiewając mu czuprynę niczym powiew silnego wiatru.

Uub stojąc naprzeciw, także uwolnił swoją moc, co zaowocowało białą aurą tańczącą wokół jego sylwetki..

„Dalej Uub! Dalej! Stać cię na-„

Przerwał, czując nagły napływ energii Uuba, którego poziom mocy lekko wzrósł. Goku uśmiechnął się, zaskoczony.

„Świetnie. Ale czy dasz radę temu?”

Biało-niebieska aura otaczająca Goku, okryła się wnet złotą barwą, to samo robiąc z włosami. Dotychczas czarne oczy, łypały teraz zielonym kolorem. Jego moc nie wzrosła aż tak wielce, aczkolwiek całkowicie przewyższała tę Uuba, która stanowiła w tym momencie zaledwie jej połowę.

Nie mniej jednak chłopak znał odpowiednią technikę na takie okazje, postanawiając właśnie teraz z niej skorzystać.

Napiął wszystkie mięśnie i ryknął, „Kaioken!”

Biała aura Uuba zalała się czerwienią. Mięśnie zwiększyły się, a szybciej pompowana krew pokryła ciało tęgimi żyłami. Jego siła podwoiła się, przekraczając obecną siłę Goku. Ten jednak stał niewzruszony, zaciskając mocniej pięści uwolnił kolejne pokłady energii. Włosy jeszcze bardziej mu się nastroszyły, pozostawiając na czole jeden, samotny kosmyk. Mięśnie ponownie zwiększyły swą objętość, a pojedyncze wyładowania przeszywały złocistą aurę.

„Czas na wyższy poziom…” powiedział Uub do siebie, koncentrując się i przechodząc przez kolejne stadium Kaiokena „Trzykrotny… Czterokrotny… Pięciokrotny…” bez pośpiechu, wchodził na co raz wyższy stopień.

Tym razem, tak jak Goku oczekiwał, Uubowi udało się wejść na wyższy poziom niż kiedykolwiek wcześniej. Przez miesiące przygotowywał swoje ciało, aby mogło znieść tak potężne obciążenie.

Tak… jeszcze trochę i uda mu się nareszcie przewyższyć swojego mistrza, a wtedy – „Co do diabła?” pomyślał nagle Uub, całkowicie się dekoncentrując.

„Dziadku!”

„Hej, hej! Znam ten głos!” zauważył Goku, którego moc także gwałtownie spadła. Zaczął się rozglądać, tak samo z resztą jak Uub.

Spojrzeli w górę i dostrzegli małą dziewczynkę, jakieś sto metrów nad nimi. Ćwierć Saiyanka, zniżyła lot, zmierzając w ich kierunku.

„Dziadku,” powtórzyła Pan będąc już na ziemi, z wyraźną złością na twarzy, „obiecałeś, że nie zaczniecie beze mnie!”

„Wybacz, Pan! Byliśmy gotowi, a ciebie wciąż nie było… Powiedz mi, dlaczego przyleciałaś na Kinto’un?

Pan oparła ręce na biodrach, zamknęła oczy i zadarła głowę do góry, jakby chciała pokazać, że odpowiedź jest oczywista. „Przyszłam tu trenować, więc nie chciałam niepotrzebnie marnować energii na latanie.”

„Ah, rozumiem”

„Myślisz, że da radę dotrzymać nam kroku?” zapytał Uub z uśmieszkiem na ustach.

„Oczywiście, że dotrzymam! Nie noszę nazwiska Son, od tak!” Pan się odgryzła, odwracając się ku dziadkowi.

„Dziadku, widziałam jak Uub używał Kaiokena! Kiedy mnie tego nauczysz?”

„Ale ty nie potrzebujesz tej techniki. Nauczyłem jej Uuba, bo ten nie może zmieniać się w Super Saiyanina.”

„Kiedy ja też nie umiem!” powiedziała z lekką złością.

„Umiesz,” stwierdził Goku. „Po prostu musisz się bardziej postarać.”

„Ale z Kaiokenem nie musiałabym…”

„Dobra, dobra,” skwitował Goku, starając się zmienić temat, „później o tym pogadamy. Teraz zacznijmy od lekkiej rozgrzewki.

„Przecież przed chwilą to robiliśmy!” oburzył się Uub.

„Nie muszę tego robić!” dodała Pan.

„Nie bądźcie głupi,” powiedział Goku. „Trenujemy na poważnie, nie martwcie się o to. Zacznijmy od małej przebieżki.”

„No dobra…” Pan i Uub westchnęli jednocześnie.

Byli gotowi ruszyć za Goku, kiedy nagle się zatrzymali, omiatając wzrokiem niebo. Poczuli jak coś się zbliża. Nie zajęło długo, gdy dostrzegli coś w oddali. Dziwna maszyna leciała ku nim.

„Co to jest?” zapytał Uub.

„Wygląda na jedną z maszyn Bulmy.” Powiedział Goku z powagą.

Maszyna, która wyglądała niczym okrągła rakieta z bardzo krótkimi nogami i jednym okiem, opadła na zniszczoną ziemię. Wydzielając cichy metaliczny odgłos, zaczęła szumieć niczym stary telewizor. Wnet, pojedyncze oko zalśniło nagle, wyświetlając między maszyną a Goku hologram przedstawiający Nameczanina.

„Pan Piccolo?” zapytał Uub, całkowicie zbity z tropu.

„Nie, to nie on.” Odpowiedział Goku, śmiertelnie poważny.

„Ziemscy wojownicy,” rozpoczął Nameczanin, „zostaliście wybrani, ponieważ jesteście najsilniejsi w swoim wszechświecie. Zapraszamy was do wzięcia udziału w największym turnieju, jakim kiedykolwiek było wam dane uczestniczyć.”

„Turnieju?” powtórzyła Pan, wyraźnie zainteresowana.

„Zastanowię…” zaczął Goku, gdy Nameczanin mu przerwał.

„Oczekujemy was w pałacu Wszechmogącego.”

Kiedy skończył, hologram błysnął zmieniając swoje oblicze. Teraz wyglądał jak Piccolo.

„To dość trudne do wytłumaczenia,” powiedział Piccolo „jednak to nie są żarty. Wiedziałem, że będziecie zainteresowani, dlatego kazałem im skontaktować się z wami. Czekamy na was"

Obraz przepadł, a maszyna znikła równie szybko jak się pojawiła.

„Czy ta wiadomość była skierowana tylko do nas?” zapytał Uub.

„Nie sądzę,” odpowiedział Goku, kierując się do swoich dwóch uczniów. „Przemawiał do najsilniejszych wojowników tego wszechświata. Z pewnością skontaktuje się także z Vegetą i Gohanem.”

„To coś poważnego, prawda?” ponownie zapytał Uub.

„Zobaczymy. W każdym razie, nie powinniśmy marnować czasu. Złapcie się mnie, przeniesiemy się do Gohana, a później do państwa Brief.”

Uub położył rękę na jego ramieniu, a Pan na biodrze. Goku przyłożył dwa palce do czoła, szukając energii swego syna. Natychmiast wyczuł Ki Videl, przenosząc się do niej, wraz z Uubem i Pan. Minęła minuta, zanim Goku zrozumiał dlaczego nie wyczuł energii swojego syna, który był tysiąckrotnie silniejszy od swojej żony. Gohan był daleko…

„Jest w pracy, jak zawsze.” Powiedziała Videl, po tym jak Goku wyjaśnił szybko całą sytuację.

„Musimy się do niego wybrać, dziadku!”

„Czekajcie!” krzyknęła Videl. „Pójdę z wami.”

„Jasne, nie ma problemu.” Rzekł Goku. „Mogę już wyczuć energię Gohana, jest w ruchu… Wow, nawet bez treningu, jego prędkość jest niesamowita. Zaskakujące.”

„A Vegeta?” zapytała Pan.

Uśmiech zagościł na twarzy Goku. „Jestem pewny, że ta informacja go zainteresuje. Powinniśmy wziąć także Gotena i Trunksa. Obaj są w domu.”

Pan ucieszyła się.

„Tak! Tyle czasu nie widziałam babci! Hej! Bierzemy ze sobą dziadka Satana?”

„Jestem pewny, że Buu także otrzymał wiadomość. W każdym razie zobaczymy. Trzymajcie się mocno!”

Razem z Videl, Goku przeniósł wszystkich do Chichi. Tam znaleźli Gotena i Trunksa, który wpadł nudząc się w Capsule Corporation. Goku powiedział im wszystko co wie, z całą resztą, włącznie z Chichi, ustalając kto powinien zostać, a kto powinien pójść. Kiedy ustalili, przeniósł wszystkich do pałacu Dende.

Nikt nie wiedział, że mały robot odwiedził minutę później dom, chcąc przekazać wiadomość Gotenowi i Trunksowi. Niestety, nikogo nie zastał…

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu