DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris & Arctika

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 2, Rozdział 7.

CZĘŚĆ DRUGA: DUŻO TUTAJ DAWNYCH WROGÓW!

Rozdział 7

Tłumaczenie: Drużyna pierścienia


Piccolo kontynuował rozmowę z Nailem ze świata 10.

— Czuję, że Nameczanie są w kilku światach – zauważył Piccolo pobieżnie spoglądając na arenę.

— To dlatego, że nasi ludzie nie różnią się od siebie zbytnio w innych światach… Jednak jest kilka wyjątków, na przykład w świecie 1 i 7 - powiedział Nail.

— W pierwszym świecie? Organizatorzy? - spytał zmieszany Piccolo.

— Nie czujesz tego? Oni nigdy nie doświadczyli żadnego rodzaju kataklizmu. Nie mają pojęcia o okrucieństwie, którego doznaliśmy, ani o walkach, które stoczyliśmy.

— Więc turniej został zorganizowany po to żeby… Nameczanie z pierwszego świata mogli uczestniczyć?

— Nie - odpowiedział Nail – Wydaje mi się, że wypisali się po tym jak odkryli świat 7… Spójrz tam…

Spoglądając na sektor świata 7, Piccolo zauważył… Olbrzyma! Nameka, który był większy niż Piccolo kiedykolwiek. Stał z zamkniętymi oczami, oparty o ścianę. Był wyższy niż drzwi! Czyżby miał przynajmniej 3 metry wzrostu ? Tak czy inaczej, ten Namek imponował swoją klasą, a jego długa peleryna tylko wzmacniała jego obecność.

— By powstrzymać Frizera - kontynuował Nail - wszyscy Nameczanie z tego świata połączyli się w jedno istnienie. W ogromnego „super” Nameka, który reprezentował wszystkich przedstawicieli swojej rasy.

— Super Namek… - powtórzył Piccolo. Do tej pory, Piccolo uważał siebie za Super Nameka. Ale ten wojownik ze świata 7 nadał temu wyrażeniu zupełnie nowe znaczenie.

— Udało się - powiedział Nail- z łatwością zmiażdżył Frizera, ale jest jeden minus: jego własne Smocze Kule. Po scaleniu kule stały się bierne, a on sam nie mógł stworzyć nowych. Wtedy wyruszył na poszukiwanie ich odpowiednika na innych planetach. Myślę… Że tutaj widzimy koniec jego podróży. Być może Smocze Kule z innych światów będą w stanie spełnić jego życzenie.

Piccolo zastanawiał się jakie życzenie może mieć Super Namek.

— Podczas swoich podróży spotkał wiele potężnych stworzeń… - kontynuował Nail.

— Pokonał potworzastą, zieloną jaszczurkę, która zagrażała galaktyce, później różowego demona. W sumie oba te stworzenia są tutaj, przybyły z różnych światów.

— Myślę, że wiem o kim mówisz…

— Myslę, że jego życzeniem będzie przywrócenie jego ludu do stanu sprzed scaleniem. Podejrzewam, że wygra ten turniej.

W rzeczy samej, można by na niego postawić, na pewno da niezły pokaz swojej mocy. Jego Ki nie zdawała się być zbyt wielka, ale z pewnością wiedział jak ja maskować. Piccolo dalej był pod wrażeniem tego wspaniałego wojownika… Jeśli wszyscy Nameczanie staliby się jednością, jest prawdopodobne, że stałby się dużo silniejszy niż on!

— Jesteś uczestnikiem? – spytał Nail.

— Nie. W moim świecie jest wiele osób potężniejszych ode mnie. To byłoby bez sensu. Skoro Ty zdajesz się być najsilniejszy w swoim świecie… Zakładam, że jesteś zapisany?

— Tak. Jednak ten Super Namek jest ode mnie potężniejszy, i mimo że Ki Frizera, oraz wielu innych imponuje mi, chciałbym dotrzeć tak daleko jak mogę, chociażby po to by reprezentować mój świat. Trzej innych Nameczan jest również zapisanych razem ze mną - powiedział Nail wskazując na kilku innych Nameczan stojących za nim.

— Oh! Cargot, pamiętam Cię - powiedział rozpoznając Cargota dzięki wspomnieniom, które miał z nim Nail. – Ale… w moim świecie nie miałeś większych zdolności jeśli chodzi o walkę…

— Tak, ale szybko się to zmieniło - odparł Cargot. – Nie pamiętam dlaczego, ale starsi Nameczanie mówili mi, że to był po prostu kaprys.

— Rozumiem - odezwał się Piccolo - Życzę powodzenia... Wam wszystkim. Nie gińcie jednak na próżno, zrezygnujcie kiedy przestaniecie wygrywać.

Nameczanie popatrzyli po sobie zanim Nail, uśmiechając się, udzielił odpowiedzi.

— Dziękujemy za radę, przyjacielu. Weźmiemy ją pod uwagę.

Po drugiej stronie sektoru 10, Trunks i Goten ledwo co skończyli rozmawiać z Saiyanami. Niczego się od nich nie dowiedzieli więc odpuścili sobie.

— Wracajmy do naszej przestrzeni - zaproponował Trunks.

Po tych słowach zaczęli iść z powrotem. Podczas powrotu minęli Goku, który kierował się do miejsca, z którego chłopcy ledwo co wyruszyli. Zanim którykolwiek z tej dwójki zdołał zapytać o powód dla którego Goku tam idzie, uwagę Gotena przykuło coś bardziej interesującego.

— Spójrz, uczestnicy ze świata numer 19 już są! - zawołał, pokazując na sektor z numerem 19.

To uniwersum było całkiem liczne. Z daleka, wszyscy wojownicy wyglądali mniej więcej tak samo. Każdy nosił zbroję zrobioną ze stopu metali, który wyglądał na bardzo wytrzymały. Wielu wojowników nosiło niezwykłe hełmy i wszyscy byli dodatkowo uzbrojeni. Jeden z nich miał wyrzutnię rakiet na plecach! Patrząc z bliższa, jednak różnili się fizycznie. Niektórzy niscy, niektórzy wysocy, część w lekkich zbrojach, a część z ciężkimi pancerzami. Można też było dostrzec zjeżone włosy największego z nich. W chwili gdy Trunks i Goten przeskakiwali przez niewielkie ogrodzenie do ich sektora, Goku stanął przed swoim ojcem ze świata 10. Zaintrygowany rozmową jaka miała się rozpocząć, Piccolo nadstawiał ucha.

— Jesteśmy bardzo podobni do siebie - stwierdził na wstępie Goku.

— Tak - odparł Bardock. Był zniecierpliwiony, ponieważ musiał rozmawiać z kolejnym nieznajomym.

Potem nastała cisza, która trwała kilka długich sekund...

— Przypomniałem sobie, że przedtem nazywałem się Kakarotto. Jednak od dzieciństwa mówiono na mnie Son Goku.

— Zgadza się, wyglądasz jak Kakarotto. Jestem Bardock - powiedział ojciec Goku z chłodem w głosie.

— Hm... - Goku zamyślił się, krzyżując ręce na klatce piersiowej.

Nastała kolejna przerwa w rozmowie...

— Nie wyglądasz na bardzo silnego... - Goku ostatecznie przerwał panującą ciszę.

— Że co!? - krzyknął Bardock - Jak śmiesz!? Od chwili narodzin musiałem Cię chronić, bo poziom Twojej siły był śmiesznie niski! Kiedy Cię zabili odetchnąłem z ulgą!

— Naprawdę byłem aż tak słaby?

— Byłeś jeszcze gorszy - rzekł Bardock - Saiyanin z niskim poziomem mocy od urodzenia. Nawet Twój brat wstydził się Ciebie.

Grymas pojawił się na twarzy Goku, jak tylko usłyszał o swoim rodzeństwie. W przeszłości, kiedy walczył z nim był znacznie słabszy. Jednak teraz...

Bardock nie powiedział już nic więcej, nie miał ochoty na dalszą rozmowę ze swoim synem z innego świata. Goku zdecydował się odejść, ponieważ on również nie potrafił powiedzieć nic więcej osobie, której nigdy nie poznał. Zanim on i Piccolo wrócili do swoich przyjaciół, przywitał się z osobami z uniwersum numer 19. Tylko jedna osoba odpowiedziała na jego powitanie.

Nagle Pan zawołała, żeby spojrzeć w kierunku świata 20.

— To jest wojownik ze świata 20? - spytała, wielce zszokowana.

Trzech Vargów i dwóch Nameczan pchało lewitującą platformę (Gohan zastanawiał się czy było to dzięki antygrawitacji, czy na zasadzie poduszki powietrznej), na której spoczywał ogromny kawał niestarannie ociosanego lodu.

— Ktoś jest wewnątrz bryły - doprecyzował Goku. Piccolo, korzystając ze swojego przenikliwego wzroku, szybko odkrył kto tam jest. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że ta wiadomość może wywołać aż taką panikę.

— To-to Broly!

— Co?! - wykrzyknęli zaskoczeni Goku, Vegeta i Gohan. Son Goku z Vegetą zbliżyli się do strefy świata 20. Kiedy dołączyli do nich Piccolo z Gohanem, Varga zaczął wyjaśniać zaistniałą sytuację.

— Znaleźliśmy go zamrożonego w przestrzeni kosmicznej. Jeśli przeżyje do czasu swojej kolejki, to weźmie udział w turnieju.

— To bardzo zły pomysł - rzekł jeden z Nameczan tuż obok, patrząc jednocześnie na giganta, zamrożonego w pozycji embrionalnej, w lodzie.

— Jak mogli przywlec tu tego potwora? - pomyślał Goku, a kropla potu spłynęła mu po czole.

— To okropne! - wykrzyknęła niemalże piskliwym głosem Bra ze świata 18.

— Nawet ty czujesz, jaki on jest niebezpieczny, Bra? - dociekał Vegeta, szczęśliwy z faktu, że jego córka choć raz była w stanie wyczuć tego typu rzecz.

— Że co? Nie, po prostu... Widziałeś jak on jest ubrany? - zapytała, zbita z tropu i niemalże kompletnie zaskoczona. - Popatrz na te wszystkie bransoletki na jego nadgarstkach. To takie banalne! Coś nieprawdopodobnego!

Vegeta nie starał się nawet odpowiadać na te spostrzeżenia. Bra była daleka od posiadania ducha Saiyan. Winę za to na pewno ponosiła jej matka.

Wojownicy świata 18 rozejrzeli się dookoła, widząc wielu okropnych przeciwników z ich przeszłości. Ich wzrok padł najpierw na Cella, który odwdzięczył się niezbyt przyjaznym uśmieszkiem, potem na Majin Buu z uniwersum 11, Frizera ze świata 8, a następnie na Bojacka i Zangyę z 6. Wypatrzyli nawet cyborgi, Siedemnastkę i Osiemnastkę, uśmiechających się sadystycznie w swojej strefie. Była to ta sama dwójka, która przez wiele lat terroryzowała rzeczywistość Trunksa z przyszłości.

— O kurde... - bąknął Trunks, wciąż mając w pamięci nieprzyjazne lanie, jakie on i Goten dostali, walcząc z Broly'm za młodu (przy czym "walka" to określenie mocno na wyrost, biorąc pod uwagę jak bardzo zostali pobici).

— Może tak się ulotnimy? - zaproponował Goten, podtrzymując pomysł swojego najlepszego przyjaciela. Tak samo jak i on był przerażony myślą o stawieniu czoła Broliemu.

— Mięczaki - rzucił z przekąsem Vegeta. - Zapisaliście się jako Gotenks. Nie powinniście mieć z nim żadnego problemu.

— Nie byłbym tego taki pewien Vegeta - wtrącił się Goku. - Zapominasz, że jego moc wzrasta z każdą sekundą! Po dwudziestu latach nikt już nie jest w stanie powiedzieć, jak silny się stał.

— Teraz to ja go zniszczę! - rzekł niewzruszony tymi słowami Vegeta.

— Nie bądź taki pewny siebie... - odrzekł Goku.

— Wy chyba znacie tu wszystkich - powiedział Uub, gdy grupa wróciła do swojej strefy.

— Nie martw się - zapewniał go jego mentor. - Większość jest dużo poniżej naszego poziomu. Przeżyjemy na nowo legendarne walki.

Zwłaszcza przeciwko Broliemu, dodał potem w myślach.

Nagle na niebie rozpoczął się pokaz fajerwerków, a przez minutę z głośników słychać było krótki motyw muzyczny. To był znak, że turniej wreszcie miał się rozpocząć

Goku był bardziej podekscytowany niż kiedykolwiek z powodu wielu fanów sztuk walki, i nie mógł dłużej czekać na rozpoczęcie walk. Uub, z drugiej strony, był raczej zdenerwowany. Pan była zbyt zadowolona i zachwycona żeby się denerwować, a jej uwaga przeniosła się na mały, latający obiekt w kształcie dysku nad małą otoczoną pierścieniem planetą. Na tym obiekcie przykucnęła niewielka, zielono-niebieska istota, która miała głowę wyposażoną w pięć par oczu i dwoje pionowych ust. Mówiła do dwóch mikrofonów naraz, które trzymała w dwóch z jej czterech rąk.

— Mieszkańcy Multiversum! - podjęła istota, a jej głos zarówno poważny i donośny, był doskonale słyszalny i zrozumiały na całym stadionie.

Istota pozwoliła na chwile ciszy. To jedno zdanie miało silny wpływ na publiczność! Krzyczeli, gwizdali, wyli, a nawet tupali nogami (albo łapami)! Goku nigdy nie widział widowni tak szczęśliwej z powodu otwarcia turnieju (lub widowni tak dużej).

— Fani sztuk walk i walki w ogóle! - kontynuowała. - Jesteście tu zgromadzeni żeby być świadkami największego turnieju który kiedykolwiek istniał!

Znowu krzyki milionów widzów wypełnił stadion, które zagłuszyły głos prezentera na kilkadziesiąt sekund.

— Będziecie świadkami tytanicznych bitew najsilniejszych istot w całym wszechświecie! Sześćdziesięciu czterech wojowników! Sześćdziesiąt trzy walki łącznie! Dwadzieścia różnych światów! I tylko jeden zwycięzca!

Nie ma wątpliwości, ten prezenter wiedział jak porwać publiczność! I nie tylko publiczność, Goku poczuł, że razem z nimi powtarza - Naprzód, naprzód! - i tupie nogami. I nawet jeśli Goku musiał czekać, przyznać należało, że podobało mu się oczekiwanie.

— Wszyscy uczestnicy są obecni - prezenter kontynuował. - Dokonano losowania! To tylko kwestia minut! Nie, sekund! Wszyscy podziękujmy organizatorom ze świata 1, którzy stworzyli ten turniej tylko dla was! Będą oni pełnili rolę arbitra tych walk, a ja z moimi dwunastoma braćmi będziemy waszymi komentatorami!

Ci pojawili się wokół niego w jednej chwili. Wszyscy wyglądali tak samo. Każdy z nich powitał publiczność, i każdy z nich miał taki sam głos, kompletnie nie do odróżnienia.

— W końcu nadszedł czas! O to pierwsza walka w turnieju! I teraz wzywam na ring... (Chwila ciszy, ostatnia, końcowa chwila ciszy przed rozpoczęciem!) Ze Świata 13... Nappa!

— W porządku! - powiedział Nappa. - Jestem pierwszy! Patrzcie i uczcie się, chłopaki!

— Przeciwko... Cargotowi ze Świata 10!

Nappa poleciał w stronę ringu... Cargot zrobił to samo. Obaj zawodnicy wylądowali na ringu... Walka miała się właśnie zacząć.

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu