DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris & Arctika

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 5, Rozdział 25.

CZĘŚĆ PIĄTA: WALKA DWÓCH GIGANTÓW!

Rozdział 25

Tłumaczenie: Sauron Team


Cell był zmęczony. Kamehameha zabrała mu sporo energii. Musiał przyznać, że Son Gohan, nawet ranny, okazał się silnym przeciwnikiem. Ale to już był koniec. Zadowolony ze zwycięstwa zdecydował, że nadszedł wreszcie czas rozprawić się z pozostałymi uczestnikami turnieju. Chciał zapewnić sobie całkowitą dominację. Spojrzał z politowaniem na swych przeciwników. Byli w totalnej rozpaczy, wiedzieli już, że przegrali. Potwór uśmiechnął się paskudnie.

— Straciłem sporo energii. To może być wasza ostatnia szansa! - rzucił zdyszany.

Vegeta dał radę odczołgać się z pola bitwy podczas pojedynku dwóch fal. Gohan był martwy i to była jego wina. Cell po zmartwychwstaniu był silniejszy niż kiedykolwiek przedtem i zdołał zabić Trunksa, jego własnego syna. Księcia Saiyan ogarnęła furia. Bez chwili dłuższego namysłu zaszarżował w stronę zielonej kreatury, jednocześnie bombardując ją kulami energii. Czy naprawdę mógł go pokonać? Jego atak nie wywarł na nim żadnego wrażenia. Twór doktora mógł bez trudu zniszczyć księcia wcześniej, gdyby nie interwencja Gohana. Młody wojownik uratował go, ale w konsekwencji został ranny w rękę i stracił połowę mocy. Podczas siłowania się na Kamehamehy Vegeta rozważał pomoc, jednak ostatecznie porzucił ten pomysł. Nie zmieniłoby to niczego. Może jednak trzeba było zareagować, pomyślał, patrząc wściekle na Cella.

— To moja wina! - powtórzył do siebie, skupił w sobie moc i transformował się w Super Saiyanina. Kakarotto, Gohan, Trunks, wszyscy zginęli. Pozostał tylko on. Nic już nie miało znaczenia.

Cell tylko uśmiechał się i przyglądał tej scenie. Pomyślał, że nadal może mieć sporo zabawy, pozwoli się zaatakować. Vegeta zaczął zbierać energię na jeden ze swoich najmocniejszych ataków. Nieopodal niego Kuririn zerwał się na równe nogi. Stało się dla niego jasne, że to była ich ostatnia szansa.

— Nie stójcie tak! - krzyknął, zwracając się do swoich przyjaciół. Tenshinhan i Yamcha pojęli w lot. Podobnie jak Vegeta, zaczęli przygotowywać swoje najbardziej mordercze ataki. Otoczyli potwora, stając obok siebie. Tenshinhan wzniósł się w powietrze, złożył ręce, uformował z palców celownik w kształcie trójkąta i wymierzył prosto w kreaturę doktora Gero. Yamcha i Kuririn przygotowywali się do wystrzelenia Kamehamehy, formując rażące błękitnym światłem kule. Wszyscy desperacko zbierali w sobie tyle energii, ile się dało. Piccolo pozostał z boku, patrząc na ostatni zryw Saiyanina i Ziemian. Nameczanin myślał o Gohanie. Był jego jedynym przyjacielem. Przyjacielem, który zniknął w śmiertelnym podmuchu. Wojownik zacisnął pięści, przyłożył dwa palce do czoła i sam zaczął koncentrować moc. Pozostało mu już tylko samemu dołączyć się do desperackiej próby pokonania Cella. Tak po prostu, żeby w ten sposób uczcić pamięć poległego chłopaka. Kiedy nadszedł odpowiedni moment, również i on wystrzelił promień.

— Final Flash! - wykrzyknął Vegeta, tworząc najpotężniejszy w swoim życiu atak, memento po swoim zmarłym synu.

— Działo Qi-Gong! - Tenshinhan wypalił serią pocisków ki, a Yamcha i Kuririn zawtórowali mu, wkładając wszystkie siły witalne w swoje Kamehamehy.

To był pierwszy raz, jak wszyscy wojownicy połączyli moce w tak krytycznym momencie. Stworzyli jeden, masywny atak o przeogromnej sile. Cell uśmiechnął się szerzej. Widział jak nadciągają, zbite w jedną, jasną falę. Tak różne od siebie, ale jednocześnie podobne pod względem mocy. Naiwni głupcy. Przyłożył dwa palce do czoła i użył techniki, której nauczył go Goku przed śmiercią. Ataki eksplodowały w miejscu, gdzie stał Cell. Ziemia zatrzęsła się, w powietrze wzbił się pył. Vegeta, śledząc ki Cella, zauważył, że ten pojawia się tuż za nim. Przerażony, zdał sobie sprawę, jak potwór uniknął ataku.

Cell uderzył go z pięści, nie dając Księciu Saiyan szansy na obronę. Wbił go w ziemię, tworząc w tym miejscu krater. Cios był precyzyjny i silny, jednak nie użył pełni swojej mocy. Vegeta podniósł się obolały, od uderzenia o ziemię z tak potężną siłą ciało miał pokryte ranami. Spojrzał na wroga, powoli zbliżającego się do niego. Zazgrzytał zębami i zacisnął pięści, przez chwilę wahając się, zanim uderzył przeciwnika. Potwór z niego drwił! Podczas wymiany ciosów wynalazek doktora Gero miał zdecydowaną przewagę. Z łatwością unikał każdego ataku przeciwnika, rozbawiony ubarwianiem niektórych z nich, albo pozwalał im trafić w cel. Oczywiście nie wyrządzało mu to żadnej krzywdy. Cell posunął się do otwartego poniżenia Saiyanina, policzkując go dwukrotnie. Vegeta miał czerwoną twarz, spojrzał na Cella i zobaczył wyciągnięty palec w jego kierunku, gotowy zadać mu śmiertelny cios.

Piccolo wszystko obserwował. Chociaż nie przepadał za Vegetą, wiedział, że ten potrzebuje pomocy. Szybko przyłożył dwa palce do skroni, a potem, lecąc prędko w kierunku obu wojowników, wymierzył nimi w przeciwnika. Makankosappo trafiło Cella w ramię, zaskakując go nieco, mimo tego od razu namierzył źródło ataku. Vegeta został ocalony. Dochodząc do siebie patrzył na Piccola, nadlatującego z wielką prędkością, jednak wróg zatrzymał go przed lądowaniem solidnym kopniakiem w brzuch. Nameczanin z trudem łapał oddech, wtedy ponownie został uderzony z haka, który wyrzucił go w powietrze.

Gdy Cell przyglądał się będącemu w powietrzu Piccolo, Książę Saiyan kopnął go w twarz, powodując, że ten cofnął się o dwa kroki. Vegeta kontynuował atak, zadając mu jeszcze kilka kopniaków i krzycząc w gniewie.

Kuririn pomógł Piccolo. Obok nich Yamcha trząsł się i pocił się za strachu. Cóż mogli zrobić? Musi być jakieś wyjście! Nagle zauważył, że Tenshinhan, który nadal był w powietrzu, kierował się w stronę Cella i Saiyanina, ale co mógł zrobić? Stracił rozum? Przecież nie mógł się równać z Cellem!

Po chwili Vegeta raz jeszcze znalazł się na ziemi, a zielony stwór odzyskał kontrolę nad walką. Saiyanin ponownie musiał liczyć na Piccola. Wojownik gwałtownie uderzył Cella łokciem w twarz, korzystając z kinetycznego efektu prędkości, tym samym pozwalając Vegecie odetchnąć.

Krótka wymiana spojrzeń między Saiyaninem a Nameczaninem wystarczyła. Wiedzieli, że będą musieli razem ruszyć do walki. Cell stanął bez trudu przed dwoma wojownikami.

— Shin Kikoho! - krzyknął Tenshinhan, znajdujący się nad Cellem, wystrzeliwując atak. Jednak tamten już się przesunął, żeby go uniknąć. Vegeta i Piccolo zauważyli to, więc razem zaatakowali.

W kilka sekund Cell pozbył się Saiyanina oraz zabawił się z zielonym wojownikiem. Tenshinhan jeszcze raz nad nimi przeleciał. Piccolo wiedział, że musi przetrzymać Cella. Ziemianin niemal zemdlał, koncentrując swoją energię na nowy atak. Dwoje wojowników walczących zawzięcie również się ruszyło. Cell rozpoznał mężczyznę, znajdującego się nad nim. Dlatego nie pozwolił, żeby jego atak ponownie go dosięgnął.

Piccolo stał na ziemi, plując krwią, gdy rywal przyglądał się Tenshinhanowi, obawiającego się, że jego serce może zatrzymać się w każdej chwili. Nagle stało się coś niespodziewanego - książę złapał Cella od tyłu, krzycząc - Zrób to!

Był to akt desperacji z jego strony. A może jednak...? Tak czy inaczej, Ziemianin nie zawahał się i wystrzelił. Vegeta dał z siebie wszystko żeby utrzymać Cella, jednak ten był w stanie się uwolnić z objęć i uderzył, ponieważ odważył się go złapać. W ułamku sekundy przyłożył dwa palce do czoła, teleportował się obok Tenshinhana, z łatwością unikając jego Kikoho, w przeciwieństwie do Vegety, który ledwo zdążył zrobić unik.

Nastąpił wybuch, podnosząc chmurę kurzu. Cell spojrzał Ziemianinowi prosto w oczy, budząc w nim ogromny strach.

— Nigdy mnie nie dorwiesz w ten sposób, Ty żałosny głupcze - powiedział z uśmiechem, chwytając go za ramię i rzucając nim w kierunku Kuririna, który poderwał się do lotu, żeby pomóc przyjacielowi. Jednak nie udało mu się go złapać, prędkość z jaką spadał była zbyt wielka. Gdy doszło do zderzenia oboje zlecieli na Yamchę, próbującego uratować ich przed upadkiem.

— Dosyć tej zabawy - rzekł Cell, bardziej do siebie niż do pozostałych.

— Makankosappo! - usłyszał krzyk.

Stwór po raz drugi przyłożył dwa palce do czoła i teleportował się, żeby uniknąć techniki Nameczanina. Pojawił się za Vegetą, położył dłoń na jego plecach, a potem wystrzelił pocisk ki. Przebił wojownika na wylot, zanim ten zdołał się obrócić. Zaczął pluć krwią, jego włosy znów stały się czarne gdy upadał na ziemię. Po sekundzie był już martwy. Piccolo i reszta zamarli, dygocząc ze strachu.

Wynalazek doktora Gero uwolnił energię, otaczając całe ciało złotą poświatą, ubogaconą niebieskimi błyskami. Wyzywał pozostałych przy życiu obrońców Ziemi.

— Kto następny?

Kuririn, będący w odpowiednim miejscu, zaatakował razem z Tenshinhanem i Yamchą. Każdy z nich nacierał z innej pozycji. W odpowiedzi Cell przemieścił się bardzo szybko. Pojawił się za plecami Piccola, nie mającego czasu na reakcję. Szybkimi, dokładnymi oraz zamaszystymi ruchami dłoni pociął Nameczanina na kilka kawałków, szatkując jego ramiona i tors.

— Co za koszmar! - wykrztusił Yamcha, ciągle drżąc z przerażenia.

— On nie zna litości. Wykończy nas jednego po drugim! - dodał Tenshinhan, myśląc o Chiaozie... Wiedział, że już nigdy go nie zobaczy... Był wycieńczony, używając tylu Shin Kikoho... Zdawał sobie sprawę, że gdy Cell zaatakuje to będzie ich koniec...

— Żegnaj, Piccolo! - wykrzyczał, składając dłonie do gestu. Rozstawił palce, szykując się do następnego uderzenia.

Nie spodziewał się, że Kuririn zainterweniuje. Rozwścieczony, aczkolwiek ze spokojnym umysłem, szybko stworzył Kienzana. Wyrzucił go z całą siłą w kierunku przeciwnika... Jednak tamten obronił się, tworząc niewidoczną tarczę wokół siebie. Zmienił własne ki w potężną aurę, wystarczającą do zatrzymania ataku...

Podczas gdy pocisk łysego Ziemianina lewitował i obracał się w miejscu, Cell zwiększył swoją moc. Oddalił tarczę od siebie, posyłając ją spowrotem do Kuririna.

— Zapomniałeś czegoś!

Z niesamowitą prędkością uniknął ciosu tylko o włos. Dysk minął go o parę milimetrów. Potwór był zaskoczony, ale dalej sterował atakiem. Zwiększył jego szybkość, gdy skierował go w stronę Yamchy i Tenshinhana. Bardziej zmierzała w stronę tego drugiego, ponieważ z powodu zmęczenia nie mógł zrobić uniku, jak Kuririn. Dlatego przecięło ukośnie tors wojownika.

Zdruzgotany faktem, że ktoś użył jego własnej techniki przeciw jednemu z najlepszych przyjaciół, Kuririn drżał na całym ciele.

— Ten... Tenshinhan!

Części jego ciała spadły na ziemię. Yamcha, stojący obok, nie mógł uwierzyć w to, co właśnie zobaczył. Rzucił się w stronę Cella, nigdy wcześniej nie czuł się tak wściekły.

— Ty przeklęty potworze! - wykrzyczał z furią.

Użył swojej podstawowej techniki ataku wilka. wróg nie musiał się wysilać, aby tego uniknąć. Postąpił tak samo, jak w przypadku wcześniejszej próby zaatakowania go przez Mr. Satana. Kuririn przyłączył się do ofensywy, ale żaden z nich nawet nie dotknął androida. Gdy bytowi doskonałemu znudziła się już ta zabawa, zaczął machać skrzydłami tak szybko, że wytworzył falę uderzeniową, która odrzuciła Kuririna. Yamcha zdołał ją przetrzymać, skoncentrował całą swoją KI i wykrzyknął.

— Przyjmij to! Sokidan!

Kontrolował on otaczającą go energię, wytworzoną za pomocą ruchu ramion i rąk. Ten atak, oraz Kamehameha, zaliczały się do jego najlepszych technik. Sokidan trafił w cel, a następnie eksplodował. Yamcha był wyczerpany, wiedział, że nie ma najmniejszych szans na wygranie tej walki. Jego wściekłość zaczęła powoli opadać, oswajał się z porażką... Ale nie miał na to za wiele czasu.

Cell pojawił się tuż za nim, Yamcha ledwo się ruszał. Uniósł rękę gotową do ataku, z łatwością przełamał obronę Ziemianina. Owoc geniuszu doktora Gero zaatakował jeszcze kilka razy, ubranie Yamchy było całe w strzępach, a wszystkie jego kości zostały połamane. Po chwili padł na ziemię, zupełnie bez życia.

Jedynym wojownikiem, który jeszcze pozostał, był Kuririn. Tak jak zrobił to Vegeta, on również zaczął atakować wroga serią pocisków, starając się powstrzymać go jak najdłużej. Te ciosy były w zupełności nieskuteczne. Cell pojawił się tuż przed twarzą Kuririna i chwycił go za szyje. Z ogromną prędkością wzleciał w górę, ciągnąc za sobą Ziemianina. W ciele androida znajdowały się również komórki Frizera, więc mógł przetrwać w przestrzeni kosmicznej. W przeciwieństwie do ludzi.

Łysy wojownik zmarł bardzo szybko, ale w ogromnych męczarniach. Nie mógł oddychać, a niskie ciśnienie panujące w kosmosie sprawiło, że krew zaczęła się gotować w jego ciele. Również przez ten sam czynnik, nie był w stanie się poruszyć. Czerwony płyn wypływał mu z ust, Ziemianin po chwili już nie żył... Ale jego oczy nadal wpatrywały się w niebieską planetę, jakby były świadome. Cell położył dwa palce na czole i skorzystał, z jakże pomocnej, techniki teleportacji.

— To było zabawne... - powiedział sam do siebie. Ciało Kuririna bezwładnie unosiło się na orbicie – Zostało mi jeszcze coś do zrobienia... Teraz całą ludzkość czeka zagłada!

Ponownie się przeniósł, tym razem do centrum stolicy. Ludzie natychmiast rozpoznali potwora, który groził w telewizji, że zniszczy Ziemię, zaledwie kilka dni temu. Mimo przerwy w transmisji wydarzeń z turnieju, mieli nadzieję, że ich bohater, Mr. Satan, pokonał potwora. Ale tak się nie stało. Mieszkańcy zaczęli krzyczeć. Cała ludzkość była skazana na śmierć, nie pozostał nikt, kto mógłby ich teraz uratować.

Cell wpatrywał się przez chwilę w te nędzne istoty, próbujące przed nim uciec, jednak ich wysiłki były zupełnie bezcelowe. Nie było miejsca, gdzie mogliby się ukryć.

— Nie mogę być taki zachłanny, niech inni tez się pobawią... - rzekł owoc geniuszu doktora.

Tak jak podczas Gry Cella, android urodził kilka swoich mniejszych odpowiedników.

W ten sposób Ziemia stała się placem zabaw dla Cella i jego dzieci... Co więcej, była to dopiero pierwsza planeta na długiej liście...

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu