DB Multiverse

Newsy Komiks DBM Minikomiks Fanarty Autorzy FAQ RSS Dodatki Wydarzenia Promocyjne Strony partnerskie Pomoc dotycząca turnieju Pomoc dotycząca światów
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               

Dragon Ball Multiverse: Powieść

Napisane przez Loïc Solaris & Arctika

Zaadaptowane przez Senti

Avec bien plus de détails, redécouvrez l'histoire de DBM.Cette novélisation est vérifiée par Salagir, elle contient également des ajouts de son cru, qui n'étaient pas racontables en manga, c'est donc un véritable annexe à la BD !

Intro

Część 0 :0
Część 1 :12345

Round 1-1

Część 2 :678910
Część 3 :1112131415
Część 4 :1617181920
Część 5 :2122232425
Część 6 :2627282930

Lunch

Część 7 :3132333435

Round 1-2

Część 8 :3637
[Chapter Cover]
Część 1, Rozdział 5.

Część pierwsza: Całkiem dziwny turniej!

Rozdział 5

Tłumaczenie: Drużyna Pierścienia


Zbliżający się statek przeszedł do lądowania w Pałacu i w jednej chwili zawisł tuż przed grupką wojowników. Goku przybył za pomocą teleportacji w momencie, gdy statek się już zatrzymał i dokładnie w tej samej chwili zjawił się Uub, wylatując z wnętrza Domu Wszechmogącego, gdzie spędził ostatnią noc.

W momencie, gdy śluza statku została uruchomiona, rozbrzmiał niemalże niesłyszalny, metaliczny brzęk. Zaraz potem, od podwozia okrętu, zaczął odkrajać się okrągły element, który wkrótce począł stanowić jego oddzielną część. Na powstałym, lewitującym talerzu, gościło kilku Nameczan i Vargasów, którzy wraz z nim, opadli lekko na plac.

Goku i jego uczeń zdążyli ledwo dołączyć do reszty grupy, kiedy do zgromadzenia przybył jeszcze jeden statek, o wyjątkowo małych gabarytach. Zatoczywszy niewielkie kółko, wylądował zaraz obok Bulmy. Bra – okazawszy się pilotem - wyskoczyła z pojazdu, a potem zamieniła go na powrót w formę małej kapsułki. Chwilę później, jeden z Vargasów rozpoczął przemowę.

- A więc… Czy już wszyscy przybyli?

Videl westchnęła głęboko i odwróciła się do męża.

- Gohan, Pan wciąż się jeszcze nie zjawiła…

Nieco zrezygnowany, Gohan spojrzał na zegarek, wciąż trzymając w ręku jedną z walizek Vegety, wciśniętą mu na siłę przez jej właściciela. W końcu się uśmiechnął.

- Nie martw się… Jest niemalże na miejscu.

Ogromna walizka, zawierająca ubrania przeznaczone dla niego, jego brata i ojca, opadła mu na stopę.

- Hej, Bulma. Masz może jeszcze jakąś pustą kapsułę? Przydałoby się coś z tym zrobić…

- Cholera… powinnam o tym pomyśleć – przyznała i spojrzała na córkę. – Masz może jakąś, kochanie?

- Tak, mamo… - odparła Bra z westchnięciem typowym dla malkontentów poproszonych o przysługę.

Była zła, ponieważ przybyła do Pałacu w niesamowitym pośpiechu, myśląc, że jest już spóźniona, a okazuje się, jakoby ciężko okupiony czas, miał zostać zmarnowany na szukanie głupiej kapsuły, którą równie dobrze Bulma mogłaby poszukać sama.

Uub ocknął się z głębokiego zamyślenia, gdy ktoś stojący za nim, położył mu dłoń na ramieniu.

- To co Uub, jesteś gotowy? – zapytał Goku z goszczącym na jego twarzy szerokim uśmiechem.

W pierwszej chwili, Uub nie wiedział co odpowiedzieć.

- Ja… Yyy… Myślę, że tak – wykrztusił z siebie w końcu, a potem dodał – Mam zamiar sprawdzić swoje możliwości…

Jak zwykle, Saiyański mentor nie miał do zaoferowania nic więcej, prócz pocieszenia.

- Nic się tak dobrze do tego nie nadaje, jak turniej. Nie ma lepszego sposobu, by stoczyć dobre walki. Mój pojedynek z Tenshinhanem odbył się właśnie na Tenkaichi Budokai…

Goku odwrócił się, napotykając spojrzenie Piccolo.

- Tak samo było z Piccolo i prawdę powiedziawszy, miałem wtedy więcej z tego radochy, niż podczas Gry Cella, czy pojedynku z Friezą, albo Majin Buu.

Głos Vegety zagrzmiał nie wiadomo skąd i kiedy.

- Kakarotto, chcesz powiedzieć, że nasza walka nie była…

- Oczywiście, że była! – Goku, czym prędzej się poprawił. – Walka z tobą była zawsze największą przyjemnością, a nasze potyczki są niezastąpione… Do ilu starć między nami doszło, tak wiele mieliśmy okazji, aby stać się silniejszymi i prawdę powiedziawszy, chciałbym to robić codziennie, jeśli byłaby tylko ku temu okazja… Tak właściwie, to zaczynam tęsknić za naszymi walkami…

Vegeta był usatysfakcjonowany z takiej odpowiedzi.

- Dla twojej wiadomości, zamierzam na turnieju wypełnić lukę pomiędzy różnicą naszych mocy – zadrwił, a w oczach zagościł mu błysk. – Bez obaw!

Gohan podniósł się nagle z wyraźnie rozchmurzoną twarzą.

- Pan już jest!

Pan pojawiła się na tyłach Pałacu Dende. Postawiwszy stopę na ziemi, przeszła kilka kroków, nim poderwała się na nowo i pomknęła w stronę głównego wejścia do Pałacu, gdzie ni stąd ni zowąd pojawili się Trunks i Goten boleśnie się z nią zderzając

- Ałć… To bolało! – powiedziała, będąc na kolanach. Z przymkniętym jednym okiem, macała głowę. – Wujku Gotenie, bądź bardziej ostrożny!

- Że co?! – zaperzył się. – To ty byłaś tą, która tak pędziła. Po coś się tak spieszyła, w ogóle? – po daniu reprymendy, twarz Gotena zaraz nabrała przyjaznego wyglądu. W końcu Pan była jego ulubioną (i jedyną) bratanicą.

- Wiesz co Goten, ona ma rację – zaoponował Trunks, chichocąc. – Pomijając jej prędkość, to my przelecieliśmy na „czerwonym świetle”.

- Hę? - Goten wyraźnie nie zrozumiał, lecz Trunks postanowił się nie poddawać i dał mu chwilę na załapanie dowcipu. Nic z tego nie wyszło.

- Może przyjdę później, z nieco lepszym żartem…

Wtem, znajomy głos zwrócił ich uwagę.

- Hej, dzieciaki! – zawołał Goku. – Chodźcie, ruszamy!

Saiyanin machnął do nich ręką, stojąc tuż obok jednego z Vargasów ze statku.

- Jejku… - bąknął Goten, gdy trójka dołączyła do reszty grupy. – Nie musiał się tak drzeć!

Uczestnicy turnieju, oraz widzowie zajmowali miejsca na lewitującym talerzu, gdy w międzyczasie pozostali życzyli im szczęścia i powodzenia. Będąc na platformie, Videl zainteresowała się nieobecnością ojca.

- A więc twój dziadek nie chciał przyjść? – zapytała córki.

- Nie, wciąż ma problemy z plecami.

Videl uśmiechnęła się.

- Ah tak, z plecami… Jaka szkoda…

- Uwaga! – zakomunikował jeden z Nameczan. – Za chwilę startujemy.

Bulma zawołała po raz ostatni, nim grupa zniknęła.

- Powodzenia! I proszę, bądźcie ostrożni…

Nameczanin zareagował na to uśmiechem pełnym ciepła.

- Spokojnie, nie ma niczego, czego nie naprawiłyby Smocze Kule… Poza tym, nie ma powodu, aby się martwić.

Talerz, niosący wszystkich uczestników, podniósł się i z powrotem połączył ze statkiem. Cała grupa znalazła się w pojedynczym, białym i niemalże pustym pomieszczeniu, rozglądając się wszędzie dokoła pełnymi ciekawości oczami. Tylko Goku ukazał w pełni swoje zaskoczenie.

- Łał! Ależ tu dużo miejsca… Musi być przystosowane do trenowania podczas długich podróży… Ahh, to przywraca wspomnienia.

- Skoro – podjął jeden z Vargasów – wszyscy już jesteśmy, możemy odpocząć. Zasady zostaną przedstawione, kiedy znajdziemy się na głównym pokładzie.

Pozostali, którzy nie wybrali się na turniej, a wciąż jeszcze stali na placu Pałacu, widzieli jak statek wznosi się, a potem wystrzeliwuje w powietrze, gdzie szybko znika pośród chmur i niebieskości nieba. Bulma obserwowała odjazd tak długo, dopóki ten nie zniknął zupełnie z pola widzenia.

- Cóż, wygląda, że czas wrócić do domu… Samemu – mruknęła z nutą smutku i nostalgii w głosie.

Dende starał się ją pocieszyć.

- Nie martw się. Nie będę się wahał poinformować cię, w razie gdybym dostał jakąś niepokojącą informację.

Bulma spojrzała na niego przyjaźnie.

- Dzięki, Dende. Wiem, że mogę na ciebie liczyć.

Każdy na pokładzie usłyszał ciche brzęczenie, po którym nastąpiło głośne kliknięcie; pojazd idealnie połączył się z głównym statkiem. Jeden z Vargasów zaprosił pasażerów do jego wnętrza, poprzez okrągłą platformę lewitacyjną. Goku i Vegeta byli pierwszymi w środku, wyraźnie nie podzielając niepokoju reszty.

Goku i Pan z zaciekawieniem obeszli wielkie pomieszczenie nie kryjąc swojej radości, podczas gdy Piccolo i Vegeta, zgodni ze swą naturą, zachowali dystans. Uub zaś, był jedynie w stanie wymamrotać krótkie 'łał' podziwiając ogrom kopuły, która znajdując się nad ich głowami, pozwalała na podziwianie bezkresnego morza gwiazd.

Podczas kiedy wszyscy kontynuowali zwiedzanie statku, Goku niecierpliwie spytał jednego z Vargasów ile będzie trwała podróż, na co ten pospiesznie odpowiedział:

- Niedługo. Dotrzemy do turniejowego świata w jeden moment. Nazywamy to 'Światem Zero'. Jest to świat, w którym nie ma żadnego życia, dlatego też nie ma mowy o tym, by turniej mógł zagrozić jakiemuś istnieniu. A teraz, jeśli mógłbyś zebrać swoich towarzyszy, przeszlibyśmy do następnego pomieszczenia, aby omówić zasady turnieju... I zapisać wasze pozycje.

Reszta pasażerów, łącznie z Vargasami i Nameczanami obejrzała się by spojrzeć z osłupieniem na hałaśliwą reakcję rozentuzjazmowanego Goku.

Grupa wojowników natychmiastowo się zebrała i podążyła za małym Vargą poprzez długi, biały korytarz. W końcu jasny korytarz doprowadził ich do małego, ciasnego pokoju kontrastującego z ogromem reszty statku. W pokoju znajdował się szereg krzeseł skierowanych w kierunku dużego niebieskiego ekranu wypełnionego czarnymi, obcymi literami.

Gohan, który siedział w trzecim rzędzie za Goten i Trunksem, przerwał milczenie.

- Więc... Ile jeszcze czasu minie zanim dotrzemy?

- Dziesięć minut - odpowiedział Varga. - Silnik zajmie się intergalaktyczną podróżą podczas gdy ja wyjaśnię wam zasady.

Varga przerwał na moment aby wszyscy mogli się usadowić. Tym razem pozwolił komputerowi przetłumaczyć obce litery w język zrozumiały dla uczestników z Uniwersum 18. Varga rozpoczął czytać, tłumacząc niezbędne szczegóły oraz odpowiadając na wszystkie zadane pytania.

- Od momentu wezwania do walki, jak szybko trzeba wejść na ring? - zapytał Trunks, myśląc czy ten limit wpłynie niekorzystnie na czas potrzebny do wykonania fuzji.

- Gdy usłyszysz własne imię, masz sto dwadzieścia sekund, żeby stawić się na ringu - odpowiedział Varga. - Po przekroczeniu dwóch minut będziesz uznany za przegranego.

- Tyle czasu w zupełności wystarczy - Goten szepnął swojemu przyjacielowi.

- Można walczyć tylko podczas meczu - oświadczył Varga. - Nie możecie otrzymać żadnej pomocy od innych zawodników, ale używanie broni w trakcie walki jest dozwolone.

- Phh! W ogóle nie potrzebujemy broni - warknął Vegeta.

- Ym… - Varga kontynuował - ogłaszamy przegraną jeśli zawodnik nie może walczyć przez trzydzieści sekund; również jeśli jest nieprzytomny, unieruchomiony, martwy lub niewidzialny. Sędziowie muszą cały czas wszystko widzieć, więc zalecam nie zbliżać się do swojego wszechświata podczas walki. W przeciwnym razie będziecie oskarżeni o oszustwo. Powtarzam również, że każda pomoc z zewnątrz jest zabroniona.

- Czy można zrezygnować z walki? - spytał Uub, podnosząc swoją rękę.

- Oczywiście. Można poddać się w każdej chwili i nie wolno atakować zawodnika, który zrezygnował z walki. Jeśli ktokolwiek tak zrobi, będzie zdyskwalifikowany.

Chociaż raz, Goku słuchał z uwagą i zapytał:

- Czy są jakieś ograniczenia ringu?

- Nie ma ich dużo... Wszystkie ruchy są dozwolone... Podczas walki trzeba trzymać się z daleka od widzów i pozostałych uczestników. Należy mieć na uwadze, że jeśli oddalisz się zbytnio od ringu to zostaniesz zdyskwalifikowany. Dlatego walka blisko areny jest najlepszym rozwiązaniem. Ale zrozumiesz mnie lepiej kiedy zobaczysz stadion.

W tym momencie, statek główny zaczął ryczeć i drgać, pozostając w tym stanie przez najbliższe dziesięć sekund. Kiedy drżenie ustało Varga poinformował wszystkich, że przybyli do Wszechświata Zero.

- Przed naszym wyjściem, będę musiał poznać tożsamość każdego uczestnika - powiedział Varga.

Goku chętnie podjął się załatwienia formalności, zaczynając od podania imion Uuba, Vegety, Gotenksa, Pan... i Gohana. Usłyszenie własnego imienia zaskoczyła Gohana, toteż natychmiast zaprotestował.

- C-co? Tato! Wiesz że to nie ma na to szans!

Goku nie poddał się.

- Cóż to by ci wyszło na dobre . Byłeś fantastyczny przeciwko Cellowi i Majin Buu. Wciąż widzę do czego jesteś zdolny.

- Nie, nie chcę - odparł Gohan, zawracając się do Vargasa. - Nie zapisuj mnie.

- Nie ma problemu. Pozwólcie mi więc potwierdzić… Mamy Goku, Uuba, Vegete, Gotenksa i Pan... To wszyscy?

Kiwnęli twierdząco.

- Dobrze, a zatem jesteśmy gotowi.

Varga zaprosił grupę do znacznie większego pokoju, wypełnionego ogromnymi oknami, które pozwoliły każdemu zobaczyć przestrzeń kosmiczną, gwiazdy, oraz ogromną, szarawą asteroidę otoczoną przez wiele kolorowych księżyców.

- Myślałem że nie ma niczego w tym wszechświecie - zauważył Gohan.

- Tak faktycznie jest - odpowiedział Varga. - To co możecie zobaczyć zostało stworzone przez nas przy pomocy naszej technologii. Widzisz? Zbliżamy się do stadionu.

Okręt w szybkim tempie stanął przed ogromnym stadionem, gdzie miała odbyć się cała impreza. Im bardziej się przybliżał, tym więcej typów statków ziemscy wojownicy byli w stanie zauważyć. Wszystkie zostały zacumowane dokoła areny.

- Jeśli chcecie znać szczegóły – podjął Varga – arena ma dwa tysiące stóp średnicy, a w swoim najwyższym punkcie sięga ośmiuset metrom i jest to sam szczyt gmachu, gdzie urzędują sędziowie. Ringiem jest mała planetoida, którą możecie zobaczyć na środku całej areny. Jej średnica czasami ulega zmianie, ale można powiedzieć, że oscyluje w okolicach pięćdziesięciu metrów.

- Wygląda jak planeta Kaio – przyznał Piccolo.

- Zastanawia mnie, jaka jest tam grawitacja… - rzekł Goku, który stawał się co raz bardziej niecierpliwy.

- Jest prawie dziesięć razy większa, niż na twojej planecie – odpowiedział Varga – wystarczająco, aby zrekompensować grawitację samej asteroidy.

- Sztuczne przyciąganie – pomyślał Gohan. – Ta asteroida jest zbyt mała, aby nas wciągnąć.

Gdy statek był już prawie na miejscu, Uub i Pan byli zachwyceni rozciągającym się przed ich oczami obrazem, kiedy Bra czuła się dokładnie odwrotnie. Zauważyła jednak, że wystrój areny jest lekko przestarzały. Piccolo zaś nie umknął uwadze statek Friezy… Był w każdym razie ostrożny z podzieleniem się swoim spostrzeżeniem.

- Czy jest tam tlen? – zapytał.

- Oczywiście. Zainstalowaliśmy system grawitacyjny, który utrzymuje przy powierzchni atmosferę zdatną do oddychania. Poza asteroidą, mamy maszyny, które produkują niezbędny tlen.

- A czy możemy chodzić po powierzchni poza stadionem? – tym razem zapytał Goku, który był wciąż fanem joggingu.

- Tak, oczywiście. Możesz chodzić gdzie ci się żywnie podoba.

- Super!

Statek nareszcie wylądował przed stadionem. Kiedy silniki przestały pracować, właz się otworzył, ukazując Vargę zajmującego się dotychczas uczestnikami ze świata 18. Wyszedł ze statku, a zaraz za nim podążyła cała jego grupa, która była całkowicie pochłonięta obserwowaniem wszystkiego dokoła. Turniej w innym wszechświecie! Był to szczególny powód, by móc czuć podniecenie i entuzjazm.

- Świecie 18 – rzekł Varga. – Oto miejsce, gdzie macie wejść. Możecie chodzić, gdzie się wam tylko podoba, ale prosimy byście nie wchodzili w sprzeczki z innymi światami. Pamiętajcie także, że macie tylko dwie minuty, aby pojawić się na ringu, kiedy wasze imię zostanie wywołane.

Z taką oto wskazówką, grupa nareszcie pojawiła się na stadionie. Przeszli przez szeroki korytarz z wieloma drzwiami po swoich obu stronach. Prosto przed nimi rozciągało się wnętrze całego stadionu. Goku miał ochotę pobiec, ale uznał, że lepiej się nie spieszyć.

- Oto miejsce, gdzie wy, goście ze świata 18, będziecie mieszkać – powiedział Varga. – Macie tu pokoje, sypialnie, a nawet miejsce gdzie możecie ugotować jedzenie, jeśli chcecie… A to jest właśnie nasza arena!

- Łał! Fantastyczna! – zawołali w całkowitym zdumieniu.

W końcu, Goku był w swoim żywiole. Z tego miejsca stadion wydawał się o wiele większy! Liczba widzów na pewno przekroczyła dziesięć milionów i wydawało się, że obecnych jest wielu doświadczonych wojowników.

Przez całą tę zgraję ludzi, zlokalizowanie konkretnej KI stało się niemożliwe, nieważne jak blisko nich był jej właściciel.

- To miejsce jest ogromne! - powiedziała Videl do Gohana, a w tej samej chwili Uub i Pan pobiegli do granicy wyznaczonego terenu.

- Świetnie! - odezwała się Pan z entuzjazmem w głosie.

Varga zaczął mówić z powagą:

- Z pewnością spotkacie osoby, które poznaliście wcześniej... albo wydaje wam się, że ich znacie. Pamiętajcie, że pochodzą z zupełnie innych wszechświatów więc... Nie bądźcie zaskoczeni. Zanim zostawię was samych, chcę przekazać jeszcze jedną informację. Turniej może zacząć się za dwadzieścia minut lub za dwa dni. Wszystko zależy od tego, jak szybko zapełnimy pozostałe wszechświaty.

- Co się dzieje w przypadku remisu? - ponownie spytał Goku.

- Zawodnicy będą dobierani losowo. Jeśli walczący zremisują, wydamy stosowne oświadczenie - po tych słowach Varga opuścił grupę, a Goku zamyślił się.

- Dwadzieścia minut albo dwa dni... Oby to trwało tylko dwadzieścia minut!

Wasze komentarze o tej stronie:

Ładowanie komentarzy...
[pl]
EnglishFrançais日本語中文EspañolItalianoPortuguêsDeutschPolskiNederlandsTurcPortuguês Brasileiro
MagyarGalegoCatalàNorskРусскийRomâniaCroatianEuskeraLietuviškaiKoreanБългарскиעִבְרִית
SvenskaΕλληνικάSuomeksiEspañol Latinoاللغة العربيةFilipinoLatineDanskCorsu